niedziela, 26 sierpnia 2012

5." Nigdy nie wiem co mam robić jak dziewczyna płacze"


Następnego   dnia  poszłam do  Niall’a aby  zawieźć mu  ubrania i  obejrzeć  mecz,  nie lubię piłki  nożnej,ale  nie  potrafiłam mu odmówić .
-Cześć kochanie! – wykrzyczałam wchodząc bez  pukania do domu  -Mam dla Ciebie super buty- zero odpowiedzi- i  przywiozłam jedzenie!
-Jedzenie?!-  blond czupryna  wyłoniła się z kuchni.
-Nawet się  zemną nie przywitasz! Tylko od razu „jedzenie?!”.
-Cześć słoneczko, co przyniosłaś?
-Sałatkę- uśmiechnęłam  się
-Żartujesz sobie ? ! 
-Nie , nie pozwolę żeby mój przyjaciel umarł przedwcześnie bo źle się odżywiał!                 
-I tak wiem że masz dala  mnie nuggetsy
-Będziesz j a d ł   te  biedne kurki? 
 -Nie zrobisz ze mnie wegetarianina i  chodź już bo mecz się zaczyna –powiedział podekscytowany Irlandczyk .    
Usiadłam na wygodnym fotelu  i zaczęłam jeść moją sałatkę 
-Miśku, kochanie ty moje daj mi coś do picia!- powiedziałam słodko do Nialla wpatrując się w przystojnego piłkarza na ekranie telewizora .
- Sama sobie weź. W lodówce są  .- Wystawiłam mu język i poszłam do kuchni, jednak w korytarzu z kimś się zderzyłam  .
- Patrz jak chodzisz- usłyszałam lekko zachrypnięty głos.
-Co tu robisz?
-Przyszedłem  na mecz- powiedział Harry po czym mnie wyminął i poszedł do salonu, popatrzyłam w ślad za  nim a potem  na  Niall’a który wysłał mi przepraszające spojrzenie.
Siedziałam w ciszy na fotelu, popijając od czau do czasu pepsi z puszki,  nie zwracając uwagi na krzyki które wydawali chłopaki gdy ich ulubiona drużyna zdobyła bramkę lub gdy drużna przeciwna wbiła gola. Nudziło nie to, gdyby nie było Harrego z pewnością starałabym się zachowywać jak Nialler żeby  nie było mu przykro ale wszystko było  mi obojętne . 
-Em- głos Nialla wyrwał mnie z zamyślenia- zrobisz  mi kanapkę? Tak ślicznie proszę.
-Sam sobie zrób , w lodówce są składniki.
-Ale słońce nooo
- Nie-e- wystawiłam język do blondyna i wznowiłam poszukiwania przystojniaków na boisku.
-Ale proszę no! Ciebie to nie interesuje!
-Interesuje a nawet  bardzo, zwłaszcza ten pan z numerem 7.
-Jest żonaty i ma syna. No proszę.
-Mi też coś zrób- dołączył się Harold – No rusz że się i idź.
Nie  wstawałam z miejsca i dziwnie się czułam w tej sytuacji.
-Ile? -zapytał Harry.
-Ile czego? –zapytałam
-Ile chcesz?
-Jednak ty idziesz robić kanapki? Ja  nie chce.- odpowiedziałam
-Ile chcesz kasy. –wytłumaczył mi Lokers.- Popatrzyłam się na niego tępo- Bo widzisz- tutaj zwrócił się do Nialla- takie jak one zrobią wszystko dla pieniędzy. Nie uważasz że zachowuje się jak
-Dosyć!- Przerwał ostro Niall
-dziwka- dokończył   Harold z uśmiechem który pokazywał triumf .
-Wyjdź- powiedział cicho Niall –wyjdź, bo będzie źle –i nie  żartował. Harry posłał mi tylko krótkie gardzące spojrzenie   i wyszedł z pokoju.
-Mam nadzieję że będziesz  mógł puknąć tą dziwkę za to, że ją tak broniłeś.-I za zamkniętymi z trzaskiem drzwiami zniknęła postać Lokersa. Stałam na środku pokoju i wpatrywałam się w moje baleriny. Poczułam że Niall mnie obejmuje, przytuliła m się do niego, ale nie płakałam,  nie mogłam mu pokazać że te słowa Harrego mnie zraniły.
-Co za idiota –szepnął niebieskooki- jest okej?
-Tak- posłałam mu sztuczny, wymuszony uśmiech- Pójdę już, jakoś straciłam humor.
 -Tylko uważaj, jedź ostrożnie. – i dostałam całusa w czoło.
-Nie martw się tak o mnie. – tym razem posłałam mu prawdziwy uśmiech.
-Jesteś dla mnie jak młodsza siostra, muszę się troszczyć o moją małą siostrzyczkę.- Uścisnęłam go mocno za te słowa i wyszłam z domu. Pojechałam no Louis’a. Jest moim najlepszym przyjacielem, Harry’ego też, więc może od niego dowiem się czemu zawdzięczam tą nienawiść skierowaną na moją osobę.
-Cześć piękna!- powiedział Lou i wpuścił mnie do swojego  mieszkania- Co się stało?- spytał widząc  moją minę.
-Harry się stał- mruknęłam cicho.
-Dziwne, wczoraj Harry mi powiedział „Emma się stała” o co się pożarliście? Bo tamten matoł nie chciał mi powiedzieć.
-O nic, byliśmy u Nialla.
-Aha, czyli przebywaliście w jednym pomieszczeniu i już to było problemem?- zachichotał Lou
-On  mnie nazwał dziwką i to dwa razy! –powiedziałam ( teraz już bliska płaczu) i opadłam na kanapę.
-Co? – zdziwił się Tommo
-No nazwał mnie dziwką.- odpowiedziałam i pierwsza łza spłynęła po moim policzku.
- Nie płacz, proszę Cię,  nigdy nie wiem co ma m robić jak dziewczyna płacze.
-Masz tyle sióstr i tego nie wiesz?- uśmiechnęłam się przez łzy
-Staram się nie doprowadzić do tego żeby któraś z nich płakała- wytłumaczył Lou siedząc koło mnie i patrząc jak tusz spływa mi po policzkach.
-Przytulił byś mnie co?
-A tak, już, już. –i objął mnie mocno.
-Czemu Harry tak mnie nienawidzi?
-On Cię nie nienawidzi ,on czasami tak ma.
-Aha czyli czasami tak od niechcenia mówi dziewczyną że są dziwkami?
-Nie o to mi chodziło.
-A o co?   - zapytałam i popatrzyłam w górę na twarz Lou.
-On jest…nerwowy, czasami jego wściekłość jest jego obroną.
-Ale ja z nim  nie walczę! –zaprzeczyłam szybko.
-Tak, a może coś związanego z tobą mu się nie udało i teraz jest wściekły? Niestety on tak już ma.
-Tylko co mogło pójść „nie tak?”. Od samego początku mnie nie lubił.

Okej, przyznaję się, zapomniałam dodać odcinek w piątek, więc jest w niedzielę:) Mam nadzieję że nie jest taki zły jak mi się wydaje.

piątek, 17 sierpnia 2012

4. "Ale wy tak słodko wyglądacie"

Obudziły mnie przyciszone głosy i odgłos krzątania się po pomieszczeniach. Zdziwiło mnie to, przecież mieszkałam sama. Wystraszona że ktoś plądruje mi mieszkanie otworzyłam oczy ale nie mogłam wstać. Związali mnie! Spojrzałam w stronę drzwi do pomieszczenia weszła uśmiechnięta Lou z dwoma kubkami kawy, spojrzałam na moje „więzy” okazały się nimi mała Lux i ręka Styles’a która obejmowała mnie i dziewczynkę.
-Ale słodko wyglądacie- powiedziała blondynka wręczając mi kubek napoju- zdjęcie jest już na Twitterze .
-Co?! Nie zrobiłaś tego. Lou no, teraz jego fanki nie dadzą mi żyć!
-Nie przesadzaj, akceptują Danielle, El i Perrie to niby czemu nie Ciebie? Directioners szanują dziewczyny chłopców- kobieta się uśmiechnęła
-Ja mam chłopaka- przypomniałam- i ma na imię Anthony.
-Ale wy tak słodko wyglądacie, więc myślałam że
-Nie!- przerwałam- najchętniej to ja bym go ogoliła na łyso a nie się z nim spotykała, poza tym z Tonym też wyglądam słodko!
-Ehh jednak wy się dalej nie lubicie, szkoda.
-To aż tak bardzo widać?
-No cóż, kłócicie się co chwila, docinacie sobie, przezywacie się, nic a nic nie widać- wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Czymże byłoby życie bez problemów?- zapytałam z uśmiechem
-Nie nazywaj mnie problemem- do rozmowy włączył się Harold, zabierając rękę z mojej talii i biorąc kubek od stylistki- ty pomyłko swoich rodziców.
-Nie jestem żadną pomyłką! To raczej ty jesteś pomyłką, największą w życiu twojej matki!
-Nie pozwalaj sobie!- warknął Harry
-Stop!- krzyknęła Lou- Czy wy nie umiecie zachowywać się kulturalnie?! O wiele lepiej jest gdy śpicie, w tedy się przynajmniej zachowujecie porządnie, chociaż Harry chyba za mocno ściskałeś dziewczyny- zachichotała brązowooka.
-O, ja się zachowuje bardzo kulturalnie, to ona zaczęła, nazwała mnie problemem i co? Co ja za mocno ściskałem?
-Emmę i Lux, myślałam że zgnieciecie mi moje biedne dziecko tacy byliście przytuleni.
-Odruch bezwarunkowy- burknęłam
-Właśnie- zgodził się Hazza  (on się ze mną zgodził?)
-No już, koniec, pijcie kawę i do domu.
-Ale jesteś gościnna.
-Jestem gościnna, ale jest 10 i chłopcy mają dziś nagrywać. Więc pośpieszcie się.
Wygramoliliśmy się z łóżka uważając na Lux. Wypiłam kawę i wyszłam na dwór chcąc odjechać do domu. Stanęłam jednak przed jednym samochodem, samochodem Harrego. Wróciłam do budynku.
-Tom?-zapytałam- pożyczysz mi auto?
-Sorry mała, ale jest mi potrzebne. Harry Cię odwiezie- dobiegł mnie głos z łazienki.
-Harry!- wrzasnęłam- Chodź ale już!
-Po co? Problemie.
-Musisz mnie odwieźć do domu.
-Nic nie muszę.
-Ale obiecałeś!
-No okej- chwilę po tym chłopak zjawił się koło mnie i ubierał trampki.

Wyjeżdżając z posiadłości zastała nas dosyć niemiła niespodzianka. Mianowicie paparazzi, cała zgraja świecąca fleszami w oczy. Szybko wyjęłam z torebki okulary przeciw słoneczne, Lokers zrobił to samo. Kiedy udało mu się pokonać żywy mur, szybko odjechaliśmy.
-Co oni tu robią?- zdziwił się chłopak- Skąd wiedzą ze tu jestem?
-Możliwe że od Lou, wrzuciła naszą fotke na Twittera.- odpowiedziałam
-Jaką fotke?- zdziwił się Harry
-Jak śpimy- powiedziałam i włączyłam Internet w telefonie- zaraz zobaczę jak wygląda.
Zalogowałam się na Twittera i odszukałam wpisu Lou- O Boże…-szepnęłam widzą siebie przytulającą Lux i wtuloną w Harrego. Jego ręka natomiast obejmowała nas jakby w obronnym geście.
-Nie mów że spaliśmy z otwartymi ustami- jęknął chłopak i zjechał na pobocze- pokaż mi to!
Podałam mu BlackBerry bez słowa.
-Widzę że nie mogłaś się mi oprzeć- powiedział Harry
-Ha. Ha. Baaaaardzo śmieszne- powiedziałam – a poza tym nie mogłam się ruszać bo mnie trzymałeś przy sobie.
-Ewidentnie widać że to ty się do mnie przytulasz- odpowiedział Lokers i włączył radio na cały regulator żebym nie mogła odpowiedzieć. Popatrzyłam jeszcze raz na zdjęcie, było mnóstwo komentarzy i retwettów, z nudów zaczęłam je czytać. Większość była typu „Aww słodkie” , więc przestałam je czytać i zajrzałam na mojego timeline'a. Roiło się tam od hejtów, przeczytałam kilka wiadomości i zdębiałam. Jak można się tak wyrażać o drugim człowieku i to w dodatku takiego którego się nie zna? Napisałam że Harrego i mnie NIC poza pracą nie łączy. Ściszyłam radio.
-Masz oficjalnie to wyjaśnić- powiedziałam
-Co wyjaśnić?
-To zdjęcie, ty wiesz ile ja mam teraz hejterek?! Pojęcia nie masz!  Niektóre chcą zabić głupią puszczalską, brzydką sukę którą podobno jestem.
-Oj, przesadzasz.
-Serio? Słuchaj tego.- i przeczytałam mu kilka wypowiedzi.
-Okej, zrobię to.
-Napisz że nic nas nie łączy i łączyć nie będzie.
-A nie chcesz żeby nas coś łączyło?- zapytał przebiegle- mogę napisać że teraz nas nic nie łączy.
-Masz dziewczynę- odpowiedziałam krótko. Harry wyciągnął swój telefon.
-Nie używaj komórki jak prowadzisz! Chcesz mieć mandat? – chłopak westchnął i znów zjechał na pobocze. Wybrał numer i czekał na połączenie.
-Cześć kotku- powiedział radośnie ale w cale się nie uśmiechał- zrywam z Tobą, nie dzwoń do mnie.- i się rozłączył.
-No teraz już nie mam dziewczyny więc odpowiedz na pytanie.
-Po tym jak ją potraktowałeś na pewno nie.- powiedziałam lekko zła.
-A chciałaś?- Harold się uśmiechnął- Wiedziałem. Wiesz, nic nie stoi na przeszkodzie.
-Nie- przerwałam- nie chciałam ani przez chwilę. Jedź już, mam cię dosyć.
-W takim razie postoimy tu tak z dziesięć minut, ewentualnie przez godzinę.
-W takim razie idę piechotą- powiedziałam, zabrałam torebkę i wyszłam z auta.
-Emma!- dobiegło mnie wołanie, jednak się nie odwróciłam, po drodze nie jechała ani jeden samochód więc wołania Harolda były bardzo wyraźne, ale je ignorowałam. Chłopak jechał za mną wolno.- Wsiadasz albo Cię tu zostawiam- nic nie odpowiedziałam, szłam dalej wkurzona, Brytyjska pogoda dała się we znaki i zaczęło padać, krzyknęłam zła.- Krzyczenie nic nie pomoże, uwierz. –Spojrzałam na jego twarz, biła z niej dziwna wesołość. Usłyszałam krzyki innych ludzi, co dziwne wołali moje imię, spojrzałam wprost w obiektyw aparatu.
-Wiesz  co? Zmieniam zdanie.- powiedziałam i szybko wpakowałam się do samochodu, a Harold wcisnął gaz.- Ten dzień to jakiś koszmar!
-A niby czemu? Już ci robili zdjęcia.
-Tak, ale nie nazywali twoją dziewczyną- powiedziałam zirytowana.
-Uważasz że to złe miano?
-Tak.
-To dziwne, miliony dziewczyn ubiega się o stanowisko które ty możesz mieć.
-Ale nie chcę go mieć. Nigdy.- dodałam żeby wszystko było jasne i zaczęłam bawić się telefonem. Nie wiedziałam że tym sposobem bardzo uraziłam dumę Harrego Stylesa, zdobywcy kobiet.


Jest czwóreczka! Mam nadzieję że  się podoba:)

piątek, 10 sierpnia 2012

3."Kobiety nic nie robią bezinteresownie"


Zabraliśmy się do sprzątania. Kazałam chłopakowi posprzątać sypialnie dla gości. Wyciągnęłam mp3  z torebki i zajęłam się salonem. Kiedy już w miarę go ogarnęłam zaczęłam ścierać kurze.  Oczywiście robiłam to w takt utworu który rozbrzmiewał mi w słuchawkach, gdy się odwróciłam zobaczyłam Harolda stojącego na korytarzu z głupim uśmieszkiem.
-Co się gapisz?!- krzyknęłam i cisnęłam w niego poduszką z kanapy.  Niestety Lokers złapał ją w locie i odrzucił, mnie się to nie udało i poducha rozczochrałam mi włosy.
-To mój dom i mogę sobie patrzeć na co tylko chcę, a na ciebie chcę- odrzekł chłopak i zniknął za ścianą.
Westchnęłam tylko cicho i wróciłam do „tanecznego sprzątania” . Po 2 godzinach dom ślinił czystością. Staliśmy  z Harrym w holu i podziwialiśmy nasze dzieło.
-No, no , nieźle się spisaliśmy- uśmiechnęłam się do zielonookiego.
-Jeszcze tylko obiad i jesteś wolna- odpowiedział Harry.
-Za dodatkowe 100 funtów- odpowiedziałam.
-Kobiety- westchnął chłopak- nic nie robią bezinteresownie.
-Ja wiele rzeczy robię bezinteresownie!- zaprotestowałam- ale nie dla ciebie- wystawiłam język.
-Ok, dostaniesz te pieniądze.
-To super, ale to musi być coś szybkiego bo za 1.5 muszę wyjść, obiecałam zająć się dziś Lux.
Lou i Tom mają dziś rocznicę.
-Co mają?- jęknął chłopak.
-No nie mów że zapomniałeś- spiorunowałam go wzrokiem i udałam się do kuchni.- Co mam ugotować?
-Jeśli ci się spieszy to może być risotto.
-Okej- odpowiedziałam  idąc w stronę lodówki i otwierając ją.- Harry, ona jest pusta, ze światła nie da rady nic zrobić- powiedziałam do chłopaka.
-A tak, zapomniałem.
-To szoruj do Tesco! Za 15 min cię widzę! Idź już, składniki prześlę Ci sms’em ale najpierw daj mi twój numer.

20 minut później kroiliśmy warzywa a 50 minut później  danie było gotowe. Zadzwonił dzwonek do drzwi , Harry poszedł otworzyć a ja zaczęłam nakrywać do stołu.  W jadalni pojawiły się dwie ciemnowłose  kobiety i Harry. Przywitałam się z gośćmi i wzięłam moją torebkę w zamiarze opuszczeniu domu Styles’a.
-Nie zostaniesz z nami?- zapytała Ann
-Nie mogę, proszę pani, obiecałam zająć się dziś Lux- powiedziałam zgodnie z prawdą, nie chciałam być w tym samym pokoju z rodziną Harrego. Skoro on jest taki okropny to 3 Styles’ów  to będzie piekło.
-Emma, z tego co wiem, to masz jeszcze pół godziny czasu.- Powiedział Harry. Zabić go!
-Tak, ale- próbowałam się ratować.
-Nie ma żadnego ale- powiedziała Gemma- Chcę poznać trochę bardziej dziewczynę mojego brata.
-Dziewczynę? Ja nie jestem jego dziewczyną, jestem asystentką stylistki.
-Czyli że mój syn nadal spotyka się z tą…tą…- Pani Cox nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa by nazwać obecną „dziewczynę” swojego syna.
-Lisette- powiedziałam z triumfem
-Właśnie z tą Lisette- powiedział Ann- Zerwij z nią synu, zaproś na randkę Emmę ona wydaje się być taka miła i taka
-Nie plastikowa?- weszła matce w słowo Gemma
-Właśnie, synu.
-Mamo proszę cię- Harry zaczął interwencję.
-A tak w ogóle to ja mam już chłopaka- wtrąciłam swoje 2 grosze.
-Oh, mojemu synowi wszystko można zabrać z przed nosa- powiedziała z rezygnacją Ann. Chyba zaczynam ją lubić- pomyślałam.
-Możemy już zacząć jeść?- spytał lekko zdenerwowany Styles, układając na stole nakrycie dla mnie.
-Jasne- powiedziałam słodko i zajęłam miejsce obok Gemmy. 
Obiad minął w przyjemnej atmosferze, a panie wychwalały moje danie. Okej, nasze.
Gdy skończyłam moją porcję, wstałam od stołu mówiąc że muszę już iść. Harry poderwał się ze swojego miejsca.
-Właśnie, musimy już iść. Jesteście na pewno bardzo zmęczone, sypialnie macie tam gdzie zawsze. A talerzami się nie przejmujcie, posprzątam jak tylko wrócę.
-Musimy?- spytałam
-Tak, musimy- powiedział z naciskiem Harold biorąc mnie pod ramię i wyprowadzając z pomieszczenia. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz wybuchnę łam.
-Co to ma być?! Gdzie ty chcesz iść.
-Do moich przyjaciół złożyć im życzenia z okazji rocznicy- powiedział słodko wręczając mi 600 funtów- twoja zapłata.
Wzięłam pieniądze i udałam się w kierunku mojego samochodu.
-Gdzie idziesz?- spytał chłopak.
-Chyba widzisz- odparłam
-Ale jedziemy moim autem.
-Nie, ja jadę swoim.
-Jedziemy moim!
-Ewentualnie to ty możesz moim- powiedziałam
-Nie będzie mnie kobieta woziła!- powiedział
-Oj, schowaj tą dumę i chodź!
-Nie, ty chodź do mnie, rano odstawię ci samochód.
-No okej, ale nie wiem czemu nie mogę jechać sama.
-Bo jesteś mi potrzebna- odpowiedział chłopak i wsiadł do samochodu, po chwili i ja to uczyniłam. Harry odpalił silnik i ruszył.
-Co im kupić?- zapytał przerywając ciszę.
-Tomowi tradycyjnie jakiś alkohol a dla Lou kwiaty albo jakąś biżuterię.-powiedziałam podziwiając widoki za oknem.  Harry zmienił kierunek jazdy.- Gdzie jedziesz?
-Do centrum handlowego. Ty pójdziesz po jakiś prezent dla Lou, ok.?
-No dobra, ale mamy 15 minut- powiedziałam niepewnie, na co Lokers dodał gazu. W radiu leciała piosenka Guns N’ Roses i niczym się nie przejmując zaczęłam śpiewać razem z Axl’em po chwili dołączył się Harry. „You, you ohhh, you, you” –zawodziliśmy w  aucie, no na pewno ja. Bo Styles ma zajebisty głos.

Naszej parze, spodobały się prezentu przez nas wybrane, a na marynarce Lou dostrzegłam broszkę którą podarowałam jej rano. Gdy zakochani wyszli zostaliśmy sami z małą Lux. Stwierdziliśmy że jest jeszcze wcześnie i możemy wyskoczyć na plac zabaw. Harry ma bardzo dobry kontakt z małą, a ona go wprost uwielbiała.  Kiedy znudziła się jej już zjeżdżalnia i karuzele poszliśmy na huśtawki. Wzięłam Lux na kolana i usidłam na desce, na drugiej huśtawce usadowił się Styles.
Uznaliśmy że możemy porozpieszczać trochę małą i poszliśmy do cukierni skąd wyszliśmy upaprani lukrem i bitą śmietaną. Ale mała bawiła się dobrze. Gdy wróciliśmy do domu pierwsze co zrobiliśmy to włożyliśmy małe lukrowo-śmietanowe stworzenie do wanny pełnej piany.  Zostawiłam Harolda ze swoją chrześnicą i poszłam do kuchni aby przygotować  kolację. Po posiłku bawiliśmy się z małą w salonie, a o 21 postanowiliśmy ją już położyć, ułożyliśmy się wszyscy na łóżku i oglądaliśmy „dobranocny ogród” .
 Spędziłam nawet bardzo miły wieczór. Stwierdziłam że Styles nie jest taki zły. Może jest zapatrzony w siebie, chamski, lubi dokuczać i ogółem czasami jest nie do zniesienia, ale da się go lubić.

piątek, 3 sierpnia 2012

2. "Nigdy ich nie zobaczysz w swojej sypialni"


Tego dnia miałam zawieść Harremu ubrania na jutrzejszy wieczorny udział w jakimś programie.  Podjechałam pod jego dom i wyciągnęłam z bagażnika kilka zestawów ubrań, aby książę mógł coś dla siebie wybrać. Szczerze nie lubiłam do niego jeździć, sprawa która z resztą chłopaków ograniczała się do dziesięciu minut u niego minimum zajmowała pół godziny.  Przez cały ten czas musiałam wysłuchiwać jego opinii na temat danego ciucha, dobrze, że się interesował modą i tym co ma nosić, ale to w końcu ja tu jestem stylistką  i wiem, w czym będzie wglądać dobrze. Lou nabrała do mnie takiego zaufania, że pozwalała mi samej zajmować się stylizacjami chłopaków.
Z westchnieniem wdrapałam się na 3 stopnie i zadzwoniłam do drzwi. Chłopak kazał mi czekać wystarczająco długo że zdążyłam się na niego wkurzyć. W końcu drzwi się otwarły.
-Cześć- powiedziałam chłodno i bez zaproszenia weszłam do domu. Ubrania rozłożyłam na kanapie w dosyć zasyfionym salonie.-Proponuję tą marynarkę, te spodnie, koszulkę, a trampki możesz wybrać sobie sam. Białe albo czarne.- wskazywałam palcem na poszczególne części garderoby. Zdążyłam na pamięć nauczyć się stylu Harrego aby zaoszczędzić czas na bezsensowne sprzeczki.
-I tak zawsze wszystko wybieram sam. Ale to może być. Ale buty chcę zielone.- Jestem pewna że zrobił mi to na złość, wiedział że zielone converse’y nie będą do niczego pasować.
-Białe.- Odpowiedziałam z naciskiem.
-Zielone.-Harry upierał się.
-Czarne.
-Nie.
-Czerwone albo pójdziesz boso.
-Dobra. –Uśmiechnęłam się triumfalnie.
-To super że mamy to z głowy. Cześć, do jutra.- skierowałam się do drzwi.
-Czekaj!- Boże,  czego ten chłopak ode mnie chce? -Musisz mi pomóc. – w pokoju było słychać tylko moje głębokie westchnienie.
-No czego?
-Posprzątaj tu.- Harry powiedział to dosyć poważnie.
-Co? Żartujesz sobie zemnie?
-Nie, masz tu posprzątać.
-Niby czemu mam sprzątać twój syf?- zaakcentowałam przedostatnie słowo.
-Bo u mnie pracujesz.-Usłyszałam w odpowiedzi.- Jeśli tu nie posprzątasz to możesz pożegnać się z tą pracą.
-To nie ty mnie zatrudniasz, to po pierwsze, a po drugie nie jestem sprzątaczką.
-Kurwa. Tak ci trudno posprzątać ten cholerny bałagan?!- Chłopak wybuchnął.
-A niby czemu mam ci tu sprzątać?
-Dzwoniła mama. Za jakieś trzy  godziny przyjadą z Gemmą do Londynu.
-Aha- odparłam tylko.- To może zamów ekipę sprzątającą? –zaproponowałam.
-Nie mają nikogo, trzeba zamówić trochę wcześniej.
-Wiem! Zadzwoń po swoją dziewczynę! Na twitterze  rozpisuje się jak to cudownie spędza sobotę oglądając film, więc na pewno ma czas. A poza tym w każdym wywiadzie mówi jak to sobie pomagacie i w ogóle.- powiedziałam naśladując styl mówienia Lisette.
-Mam już jej dosyć !Nie zniosę jej już minuty więcej! Ta idiotka nie jest moją dziewczyną!
-Co? Zerwaliście?- na serio się zdziwiłam.
-No nie mów że jesteś taka głupia i nie zauważyłaś.
-Wyrażaj się! –upomniałam tego chama- A zatem kiedy zerwaliście bo jeszcze wczoraj lizaliście się przed jakimś paparazzi.
-Dalej jest moją dziewczyną. –Chłopak umilkł, ale chyba dla tego że zabiłam go wzrokiem. Jednak jego śmierć trwała tylko kilka sekund i była tylko po to żeby  popatrzeć na moją minę. Tym razem Harry uśmiechnął się z triumfem i mówił dalej.- Ludzie z wytwórni ustawili ten związek aby wypromować ją i jej płytę, a poza tym trochę szumu przyda się też One Direction.- zawsze gardziłam ludźmi  którzy potrafili zrobić dosłownie wszystko dla pieniędzy.
-To czemu z nią tak często wychodzisz? –Nie dałam mu szansy na odpowiedź, zrobiłam to sama- No tak. Czego facet nie zrobi dla ładnej dupy. –Hazza nic nie odpowiedział.- Pomogę ci, ale nie za darmo.
-Czego chcesz?
-Harrusiu, skarbeczku widziałam takie ładne buciki. Kupisz mi je? Wynagrodzę Ci to, posprzątam ci mieszkanko. Twoja Lisette tak Cię kocha-Mruczałam mu do ucha tak jak to miała w zwyczaju Lisette -No dalej, nie daj się prosić, ubiorę je następnym razem jak do ciebie przyjdę.- To dziwne, zwykle Harry zgadzał się już na początku. Czyżbym nie była wystarczająco przekonująca?- Co jest z tobą nie tak?! Powinieneś już dawno się zgodzić. Zwykle po pierwszym zdaniu dawałeś jej kartę kredytową.
-Wiesz, jak ty to mówisz brzmi zupełnie inaczej. A poza tym sypialnia, ja, ty w samej bieliźnie. Chyba ci kupię te buty.
-Ty wiesz że ja tego nie mówiłam serio? Daj mi te 5 stów i kupię sobie je sama i nigdy ich nie zobaczysz w swojej sypialni.- Popatrzyłam na chłopaka, nadal stałam niebezpiecznie blisko. Jego wargi znajdowały się niewiele wyżej od moich. Wystarczy tylko pomóc koturnom, stanąć na palcach i…- nie wiem skąd ta nagła ochota pocałowania go, ale z przerażenia przebiegło po mnie dreszcz. On był jedyną osobą która zatruwała mi życie. Myślenie zakłóciły mi wargi Harrego które złożył na moich. Nie potrafiłam tego przerwać. Nasze usta jakby przykleiły się do siebie. Pocałunek przeradzał się w coraz bardziej zachłanny, każda ze stron chciała więcej od drugiej. Oboje się w tym zatraciliśmy. To było jak ekscytujące wtargnięcie na stronę wroga.  Język Harrego odnalazł mój, złączyły się w namiętnym tańcu.  Pocałunek trwał jeszcze przez chwilę, chwilę  pełną sprzecznych emocji kotłujących się w głowie, chwilę walki pomiędzy rozumem a ciałem. W końcu udało nam się go przerwać. Mogliśmy w końcu odetchnąć. Chłopak nadal trzymał moją twarz w dłoniach i wpatrywał się w nią.
-My…nie…- zaczęłam się jąkać.
-Masz rację…- powiedział i pochylił się by założyć na moich ustach kolejny, lecz krótki pocałunek.
-Musimy o tym zapomnieć- starałam powiedzieć się to pewnie ale głos mnie zdradził.
-Wiem, przecież się nie lubimy- dokończył chłopak.
-Właśnie, więc mnie puść bo więcej nie wytrzymam. Zapomnijmy o tym i zabierzmy się za sprzątanie.- powiedziałam już pewnie.
-Zaczniesz mnie unikać?- zapytał
-Dla czego? Przecież nie mam do tego powodu, nic się nie wydarzyło, a ja mam chłopaka którego kocham.- odparłam, ale obydwoje wiedzieliśmy że takowy powód jest.

Jest 2:) Rozdziały będą dodawane co piątek, mam nadzieję że jest okej^^