piątek, 21 września 2012

8." Styles szybko do mnie podbiegł"

Odcinek dla mojej kochanej Eri, która jara się tym opowiadaniem:)

Ten dzień nie skończył się na jednej sesji, była jeszcze jedna, spotkanie z fanami i wywiad. Zmęczona wychodziłam tylnym wyjściem z budynku studia gdzie właśnie kończył się wywiad. W ciemnej uliczce stał tylko mój samochód. W dużej torbie zaczęłam szukać kluczyków do mojego samochodu, co nie było łatwe w tych ciemnościach. Jednak nie było mi dane znaleźć ich tej nocy. Ktoś mocno chwycił mnie od tyłu. Krzyknęłam, ale wiedziałam że nie ma szans żeby ktoś mnie usłyszał a tym bardziej zobaczył. Byłam tutaj sama z napastnikiem. Moja torebka znalazła się pod samochodem ja sama zostałam pozbawiona bluzki i brutalną siłą położona na masce auta. Krzyczałam i próbowałam się uwolnić jednak facet był uparty, wyższy i silniejszy ode mnie. Wkrótce zostałam całkiem unieruchomiona. Poczułam że moje rajstopy i majtki znajdują się w okolicach kolan. Byłam przytrzymywana jedną ręką i prawie całym ciężarem mężczyzny. Czułam silną woń alkoholu i czułam jak jedną ręką siłuje się ze swoimi spodniami. Nie przestawałam krzyczeć i płakać. Poczułam że uścisk się poluźnił a w końcu że mogę swobodnie się poruszać. Podciągnęłam bieliznę na swoje miejsce. Nie mogłam wiele zobaczyć w tych ciemnościach, sprawy nie ułatwiały też łzy przez które traciłam ostrość widzenia. Jednak dostrzegłam dwóch bijących się mężczyzn, ściślej biorąc jeden, w którym po swetrze rozpoznałam mojego niedoszłego gwałciciela, leżał teraz na ziemi przyjmując ciosy od wysokiego bruneta w ciemnej bluzie. Moim ciałem wstrząsnęła kolejna fala szlochu. Chłopak zdaje się zapomniał o swoim przeciwniku, odwrócił się w moją stronę. Harry miał rozciętą wargę, ale nic więcej mu nie było. Styles szybko do mnie podbiegł.
-Nic ci nie jest? – zapytał zdenerwowany a ja w odpowiedzi przytuliłam się do niego i…poczułam się bezpiecznie. Do póki  tak będę stać wiedziałam że nic mi się nie stanie. Chłopak objął mnie ramionami a ja mocniej zacisnęłam ręce na jego bluzie i przylgnęłam do jego ciała. Harry przyciskał moją głowę do swojej piersi i gładził moje włosy. Lekko się bujaliśmy, a Lokers szeptał mi co chwila jakieś uspakajające słowa. Kilka minut później niemal całkowicie wyrównał mi się oddech, nie targał mną szloch. Jednak moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Było bardzo zimno. A ja stałam w samej bieliźnie nie licząc rajstop i butów. Harry szybko to zauważył i dał mi swoją bluzę. Poczułam mocny zapach jego perfum i ciepło które rozchodzi się po moim ciele. Chłopak podniósł i wręczył mi moją czarną torebkę.
-Chodź, zawiozę cię do domu.- nie protestowałam, nie chciałam wracać sama. Poszłam za Harrym. Wsiadłam do jego czarnego samochodu, zapięłam pas i skuliłam się na siedzeniu. Drogę przebyliśmy w ciszy. Kiedy dotarliśmy do budynku w którym znajdowało się moje mieszkanie, prezent na 18 urodziny od rodziców, Harry poszedł ze mną. Poczułam wdzięczność że nie zostawił mnie tu samej tylko idzie ze mną w kierunku windy.
Tej nocy przekręciłam zamek w drzwiach i poszłam do kuchni gdzie Harold siedział na blacie.
-Masz ochotę na jakąś kolacje?- zapytał, kiwnęłam głową- to idź się…ogarnij, umyj weź prysznic cokolwiek bo straszysz.- powiedział nie bez złośliwości. Przejrzałam się w szybie piekarnika. Rzeczywiście, tusz miałam zaschnięty na policzkach, szminka była rozmazana a włosy poczochrane. Bez słowa udałam się do łazienki gdzie wzięłam gorący prysznic, który zmył ze mnie napięcie. Stanęłam przed zaparowanym lustrem, rozczesałam włosy a następnie troszkę podsuszyłam suszarką. Założyłam białe figi i koszulkę która sięgała mi za tyłek. Wyszłam z łazienki zabierając bluzę Harrego która była już przesiąknięta moimi perfumami i wręczyłam ją chłopakowi z podziękowaniem.  Styles na kolację zrobił, jak to nazwał „kolorowe kanapki” . Bardzo dobre muszę przyznać. Jedliśmy rozmawiając o wszystkim, o naszych zainteresowaniach ulubionej muzyce, filmach. Okazało się że mamy podobne gusta.  Kiedy zniknęły już wszystkie kanapki Lokers oznajmił że będzie już szedł.
-Zostań- poprosiłam i złapałam go za rękę żeby mi nie uciekł.- Proszę. Nie zostawiaj mnie dziś samej. Idź się ogarnij do łazienki a ja posprzątam. –powiedziałam i zlustrowałam kuchnię. Na blacie mebli było pełno niepochowanych składników spożywczych, sam blat był mocno poplamiony majonezem musztardą i keczupem. Westchnęłam tylko i zabrałam się za sprzątanie. Harold ulotnił się do łazienki, po chwili słyszałam już odgłos branego prysznica.  Po kąpieli chłopak nawet nie zajrzał do kuchni tylko gdzieś poszedł. Gdy już uporałam się ze sprzątaniem poszłam do łazienki  umyć zęby. Później skierowałam się do mojej sypialni a tam? Harold w MOIM łóżku. Zatrzymałam się w pół kroku jak to zauważyłam, Harry zdaje się załapał o co chodzi bo powiedział.
-Chyba nie myślałaś że będę spał na kanapie? Kazałaś mi zostać więc zostaję i śpię dziś z Tobą- wyszczerzył się. Nic nie odpowiedziałam.- Kanapa albo ja.- usłyszałam jeszcze. W głowie pojawił mi się obraz kanapy w salonie. Była mała, przeznaczona do oglądania telewizji i czytania książek, była niewygodna! Westchnęłam i udałam się w stronę łóżka.
-Posuń się- powiedziałam nieco ostro, ale chłopak zrobił to o co prosiłam. Ułożyłam się wygodnie i powiedziałam- My zdecydowanie za dużo ze sobą sypiamy.
-Możemy dopiero zacząć- powiedział zadziornie Harry wprost do mojego ucha, tak samo jak rano, przemknęło mi przez myśl.
-Co masz na myśli?- spytałam
-O, ty już dobrze wiesz- powiedział i przysunął się jeszcze bliżej.
-Jeżeli o to chodzi to odpowiedź brzmi :nie.
-Ale czemu?
-Bo nie chce.
-Wszystkie chcą- powiedział Harold
-Ja nie jestem wszystkie- odpowiedziałam nieco rozdrażniona.
-Racja- odpowiedział i przytulił mnie do siebie. W takiej pozycji zasnęliśmy.


I jak? Podoba się? Mam nadzieję że tak, kocham Was :D

piątek, 14 września 2012

7. "Oj, nie marudź i chodź spać"

Jestem z siebie dumna:D Odcinek jest w piątek! Miłego czytania c:

Ktoś lekko mnie szturchnął.
-Wstawaj- usłyszałam lekko zachrypnięty głos Anthonego, na co mruknęłam jak niezadowolona kotka.
-Która godzina? -zapytałam  minimalnie uchylając powieki.
-8 rano.
-Zapomnij- powiedziałam zaspana.
-A tak w ogóle to czemu znów nie zamknęłaś drzwi od mieszkania?
-Zapomniałam- mruknęłam i na wpół śpiąc słuchałam monologu o bezpieczeństwie który  wykładał mój chłopak.- Oj,  nie marudź i chodź spać- powiedziałam i odsunęłam kołdrę. Z pod pół zamkniętych powiek zobaczyłam że postać chłopaka zciągnęła już ubranie wierzchnie i teraz zabierała się za czarne bokserki.
-Harry?! –krzyknęłam zdziwiona siadając na łóżku.- Co ty robisz?
-No powiedziałaś żebym z tobą spał, ale już chyba się wyspałaś.- po czym uśmiechnął się cwnie- widzę że ten widok Cię pobudza. Będę o tym pamiętać.
-Och, daj spokój- rzuciłam w niego poduszką, sama opadając na tą która była jeszcze w łóżku.- Wiesz gdzie są drzwi- mruknęłam i niemal od razu zasnęłam.


Uchyliłam powieki moim oczom ukazała się jasnobrązowa, opalona skóra opinająca wyrzeźbione mięśnie brzucha. Uśmiechnęłam się lekko na ten widok. Sunęłam wzrokiem w górę aż do twarzy. Twarzy Harrego Styles’a! Chłopak uśmiechał się i bawił moimi włosami.
-Co tu robisz? –spytałam cicho nie odrywając głowy od torsu chłopaka.
-Przyszedłem Ci powiedzieć że potrzebna mi stylizacja na dzisiejszą sesje.
-Przecież Lou miała się dziś wami zająć, więc dla czego przyszedłeś do mnie?- spytałam z podejrzliwością.
-Nie myśl sobie że jesteś taka wspaniała- odpowiedział chłopak- Lou po  prostu spodobał się pewien sweterek który od dwóch dni próbuje mi wcisnąć, a on jest po prostu okropny. Więc powiedziałem jej że ty mnie ubierzesz.
-Aha- powiedziałam mądrze- a kiedy ta sesja?
-O 12.
-A która godzina?
-Przed 11
-Aha- znów mądra odpowiedź.
Podczas tej rozmowy ja nadal nie odrywałam twarzy od ciała Harrego  a on ciągle bawił się moimi włosami.
-Całkiem tak przyjemnie- powiedział chłopak po kilku minutach milczenia, a ja w odpowiedzi coś mruknęłam.
-Nie podoba ci się?- spytał i brutalnie mnie z siebie zwalił przygniatając mnie następnie swoim ciałem. Nie mogłam oddychać, ale nie przeszkadzało mi to. –No to jak?- usłyszałam pytanie, usta Styles’a znajdowały się koło mojego ucha, które chwilę potem zostało prze niego lekko ugryzione. Nie mogłam się skupić. Jednak po chwili udało mi się zebrać myśli do kupy.
-Mhym całkiem przyjemnie- odpowiedziałam cicho.
-No widzisz, to nie takie trudne- usłyszałam odpowiedź i dostałam buziaka w usta. Chłopak szybko ewakuował się z łóżka zabierając z sypialni swoje rzeczy. Gdy się otrząsnęłam z „szoku” zdążyłam krzyknąć do oddalającej się postaci.- Ja mam chłopaka!
-A ja dziewczynę!- usłyszałam odpowiedź dobiegającą najprawdopodobniej z kuchni.
-Ty z nią już nie chodzisz!
-Ale sypiam.
-Idiota!- krzyknęłam jeszcze i poszłam do garderoby wybrać jakieś ciuchu.  Założyłam koronkowe rajstopy i dłuższą, szerszą, szarą tunikę a do tego glany. Poszłam zrobić szybki makijaż, włosów nie rozczesywałam bo wyglądały względnie dobrze i poszłam do kuchni. W pomieszczeniu czekał na mnie kubek z kawą i Harry w zestawie.
-Dzięki- mruknęłam zabierając od niego kawkę.- Czemu jesteś dziś taki miły?- zapytałam i upiłam łyk nieco już zimnej kawy. Mogłabym tak zaczynać każdy ranek, jednak mój chłopak jest w trasie. Po Ameryce.
-Powiedzmy że mam dzień dobroci dla zwierząt. To jest stylistek, tak, stylistek.- powiedział Harry szczerząc się, jednak uśmiech zniknął z jego twarzy kiedy moja kawa znalazła się na jego białej koszulce (na włosy nie ważyłam się wylać)
-Wylizać?- spytałam słodko
-Mogłabyś- usłyszałam odpowiedź.
-Nie, raczej nie. Powinniśmy się już zbierać. Proszę cię, powiedz że masz ze sobą jakieś ciuchy.
-Jasne że mam.- odpowiedział zielonooki.
-To super, jesteś świetny. –powiedziałam szybko
-No wiem- czyżby duma w głosie Stylesa?
-Co wiesz?- zapytałam  żeby go zdenerwować.
-Że jestem świetny!
-Kto ci tak powiedział?
-No ty!
-Nie wydaje mi się.- i skończyłam dyskusję na ten temat- Musimy się spieszyć, no dawaj te ciuchy.
Piętnaście minut później każde z nas opuściło moje mieszkanie i udało się do budynku w którym miała odbyć się sesja, oczywiście każde swoim samochodem.

I co? Podoba się? Mam nadzieję że tak:) Kocham Was:*

sobota, 8 września 2012

6. "Och, How I wish that's was me..."

Była niedziela, właśnie pakowałam talerz po spaghetti do zmywarki, gdy usłyszałam że ktoś wszedł do mojego mieszkania. -Mogłabyś zamykać drzwi, skoro mieszkasz sama- powiedział Harold i wparował do kuchni.Nic na to nie odpowiedziałam, po prostu zapominam zamykać te cholerne drzwi a tak w ogóle co go to obchodzi?- Chciałem Cię przeprosić i wynagrodzić to...to co zrobiłem.
-Louis Ci kazał?- zapytałam
-Tak, znaczy nie, no powiedział żebym Cię przeprosił bo inaczej, powiedzmy że skończył bym uszkodzony.
-Aha...no więc słucham.
-Przecież już przeprosiłem- jęknął Hazza.
-Nie, powiedziałeś że chcesz mnie przeprosić.
-Emma, przepraszam, głupio mi, wczoraj miałem okropny humor i wszystko mnie drażniło. No, może  być, a teraz się ubieraj.
-Co?- zdziwiłam się.
-Na przeprosiny zabieram cię na festiwal rockowy.
-Naprawdę? Dzięki!- I podbiegłam do Harrego z zamiarem rzucenia  mu się na szyję, ale opamiętałam się 10 cm przed chłopakiem i pobiegłam do garderoby po ciuchy.
Ubrana w  ciemne dżinsy, martensy i w świetny czarny, sweterek z ponaszywanymi na nim perełkami weszłam do kuchni.
-Ymm Harry? Jesteś pewien że białe trampki to dobry pomysł?- wskazałam na converse'y chłopaka, ludzie ci je zadepczą.Wczoraj dostałam przesyłkę z ubraniami dla was i są tam chyba czarne, będą lepsze.- I udałam się do salonu gdzie stała pokaźna paczka. Wygrzebałam z niej trampki i podałam chłopakowi.-Proszę, przebieraj je szybko a ja lecę po torebkę. -Zapowiadało się cudowne popołudnie.
Kiedy usadowiłam się wygodnie w samochodzie Harrego i zapięłam pasy zapytałam.
-A tak w ogóle to jakie zespoły będą na tym festiwalu?
-Różne, ale myślę że zainteresuje Cię Metallica i 30 Seconds to Mars ale będzie też Foo Fighters i inni fajni artyści.
-Okej z racji tego  że dzisiaj mnie przepraszasz i w ogóle to słuchamy mojej  muzyki- Powiedziałam i wyjęłam z torebki "Black Album" Metalliki.
-Świetnie! Uwielbiam tą płytę- powiedział Harold i włożył ją do odtwarzacza.
-Serio?- spytałam zdziwiona.
-Serio- odpowiedział chłopak i zaczął śpiewać z Jamesem.


-Tony!- krzyknęłam i rzuciłam się w ramiona chłopaka- Tak się cieszę że w jedyny wolny weekend przyleciałeś dla mnie do Londynu.
-Stęskniłem się- odpowiedział tylko chłopak i po raz kolejny obrócił się ze mną w ramionach w okół własnej osi tak, że "latałam" w powietrzu.-Masz ochotę na obiad?
-Jasne- odpowiedziałam- chociaż teraz trochę mi niedobrze.- Anthony zaśmiał się tylko i dał mi buziaka w policzek.
-Chodźmy już.
Wyszliśmy z lotniska i udaliśmy się w stronę mojego samochodu. Ruszyliśmy z parkingu, zapominając o torbie Anthonego postawionej na asfalcie i musieliśmy się po nią wracać.Z bagażem w bagażniku ruszyliśmy w drogę. Zatrzymaliśmy się w pierwszej napotkanej restauracji. Był to przytulny nieduży lokal w którym serwowano kuchnię włoską. Bez namysłu zamówiłam porcję spaghetti tak samo jak Tony, oboje je uwielbialiśmy. Przez cały posiłek prowadziliśmy żywą rozmowę. Anthony opowiadał mi co dzieje się pod czas ich trasy koncertowej o różnych ciekawych zdarzeniach i w końcu o tym że mają szansę podpisać duży kontrakt płytowy i przenieść się do USA.
-Mogłabyś też przeprowadzić się do Los Angeles. Miasto na pewno Ci się spodoba. Jest tam dużo słońca i wiele ciekawych miejsc. Ja się w nim zakochałem. Moglibyśmy mieszkać razem. Tylko pomyśl, to wspaniałe!
-Taaak- odpowiedziałam bez przekonania. Nie podobała mi się perspektywa wyprowadzki z Londynu. Kochałam to miasto, kochałam częste deszcze i  nastrój panujący w stolicy. Za to wizja mieszkania w gorącym LA mnie przerażała. W ogóle ta cała sytuacja mnie zaskoczyła i nie byłam w cale pewna czy właśnie tego bym chciała...

Po pysznym obiedzie ruszyliśmy ku centrum Londynu.
-Tony, pojedziemy najpierw do chłopaków. Muszę zanieść im ubrania i kilka przesyłek. Nie wiem czemu przyszły na mój adres... To pojedziemy do studio ok?
-Okej. Spędzasz z ni mi sporo czasu.- Zagadnął Tony.
-Tak, tego wymaga moja praca. Muszę być pod ręką a przynajmniej pod telefonem. Teraz jest szczególnie gorący okres bo Lux choruje, biedna mała i Lou musi się nią zajmować więc ja mam teraz więcej obowiązków. Musiałam chodzić na kurs fryzjerski! Się chłopaki wycierpieli, ale potrafię już u łożyć im fryzury więc jest dobrze.
Podjechaliśmy pod budynek studia. Wyciągnęliśmy z tylnego siedzenia baczki i pokrowce z ubraniami i zaczęliśmy się wspinać w kierunku sali prób bo tam, jak przypuszczałam byli chłopcy.  Nie myli łam się za drzwi dochodziła muzyka. Weszłam do pokoju przyciskając palec prawej ręki do ust żeby zespół nie przestawał grać a w lewej niosłam pokrowce. Położyłam ubrania na kanapie a na ziemi Tony położył paczki.
-Zostańmy jeszcze chwilkę, dobrze? Bardzo lubię tą piosenkę- szepnęłam do  mojego chłopaka.
One Direction wykonywało teraz "I wish"
"Gdy przechodzisz obok, próbuję to powiedzieć
ale potem zamarzam i nigdy tego nie robię, Mój język staje się napięty a słowa uwięzione." Anthony objął mnie w talii od tyłu i położył głowę na mym ramieniu. Zaczęliśmy powoli bujać się w rytm piosenki (taaa raczej było to tylko zwykłe kiwanie się na boki)
"Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli,rozdziera mnie to,bo ty tego nie zauważasz,ilekroć go całujesz,załamuję się. Tak bardzo bym chciał, abym to był ja.On patrzy na ciebie
W sposób, w który ja mógłbym,robi wszystkie te rzeczy, które wiem, że mógłbym to robić ja.
Jeśli tylko można by cofnąć czas"
Anthony i ja nadal się bujaliśmy, aż dziwne że Niall nie zaczął się śmiać. "Poczuj moje ręce na twojej talii,gdy tańczymy w świetle księżyca,marzę, abym ja był tym, do którego dzwonisz późno w nocy,bo chcesz powiedzieć czy możemy zaśpiewać inną piosenkę?! Powiedział dość głośno Harry.
-Ale dla czego? -zapytał zdziwiony Liam.
-Ta nam wychodzi już bardzo dobrze, może poćwiczymy "Up all night"?- zaproponował Harold
- Raczej "I want" -powiedział daddy.
-I want to be love by youuuu- zaśpiewał Zayn.
-A może "More Than This"?- zapytał Lou- to jedna z twoich ulubionych - zwrócił się do Hazzy.
-I can love you more than thiiiiiiiss -zaśpiewał nasz human echo.
-Przestań!- wrzasnął Harold- czy my musimy mieć wszystkie piosenki o miłości?- zapytał już całkiem cicho tak, że ledwo go usłyszałam.- Robię sobie przerwę, idę na kawę chce ktoś?
Niall złożył zamówienie co najmniej na 3 osoby, więc Lokers zmuszony był wstąpić po drodze do Nandos,a reszta chłopaków zamówiła u Harrego swoje ulubione kawy. Pożegnałam się ze wszystkimi i wyszliśmy z Tonym.

niedziela, 26 sierpnia 2012

5." Nigdy nie wiem co mam robić jak dziewczyna płacze"


Następnego   dnia  poszłam do  Niall’a aby  zawieźć mu  ubrania i  obejrzeć  mecz,  nie lubię piłki  nożnej,ale  nie  potrafiłam mu odmówić .
-Cześć kochanie! – wykrzyczałam wchodząc bez  pukania do domu  -Mam dla Ciebie super buty- zero odpowiedzi- i  przywiozłam jedzenie!
-Jedzenie?!-  blond czupryna  wyłoniła się z kuchni.
-Nawet się  zemną nie przywitasz! Tylko od razu „jedzenie?!”.
-Cześć słoneczko, co przyniosłaś?
-Sałatkę- uśmiechnęłam  się
-Żartujesz sobie ? ! 
-Nie , nie pozwolę żeby mój przyjaciel umarł przedwcześnie bo źle się odżywiał!                 
-I tak wiem że masz dala  mnie nuggetsy
-Będziesz j a d ł   te  biedne kurki? 
 -Nie zrobisz ze mnie wegetarianina i  chodź już bo mecz się zaczyna –powiedział podekscytowany Irlandczyk .    
Usiadłam na wygodnym fotelu  i zaczęłam jeść moją sałatkę 
-Miśku, kochanie ty moje daj mi coś do picia!- powiedziałam słodko do Nialla wpatrując się w przystojnego piłkarza na ekranie telewizora .
- Sama sobie weź. W lodówce są  .- Wystawiłam mu język i poszłam do kuchni, jednak w korytarzu z kimś się zderzyłam  .
- Patrz jak chodzisz- usłyszałam lekko zachrypnięty głos.
-Co tu robisz?
-Przyszedłem  na mecz- powiedział Harry po czym mnie wyminął i poszedł do salonu, popatrzyłam w ślad za  nim a potem  na  Niall’a który wysłał mi przepraszające spojrzenie.
Siedziałam w ciszy na fotelu, popijając od czau do czasu pepsi z puszki,  nie zwracając uwagi na krzyki które wydawali chłopaki gdy ich ulubiona drużyna zdobyła bramkę lub gdy drużna przeciwna wbiła gola. Nudziło nie to, gdyby nie było Harrego z pewnością starałabym się zachowywać jak Nialler żeby  nie było mu przykro ale wszystko było  mi obojętne . 
-Em- głos Nialla wyrwał mnie z zamyślenia- zrobisz  mi kanapkę? Tak ślicznie proszę.
-Sam sobie zrób , w lodówce są składniki.
-Ale słońce nooo
- Nie-e- wystawiłam język do blondyna i wznowiłam poszukiwania przystojniaków na boisku.
-Ale proszę no! Ciebie to nie interesuje!
-Interesuje a nawet  bardzo, zwłaszcza ten pan z numerem 7.
-Jest żonaty i ma syna. No proszę.
-Mi też coś zrób- dołączył się Harold – No rusz że się i idź.
Nie  wstawałam z miejsca i dziwnie się czułam w tej sytuacji.
-Ile? -zapytał Harry.
-Ile czego? –zapytałam
-Ile chcesz?
-Jednak ty idziesz robić kanapki? Ja  nie chce.- odpowiedziałam
-Ile chcesz kasy. –wytłumaczył mi Lokers.- Popatrzyłam się na niego tępo- Bo widzisz- tutaj zwrócił się do Nialla- takie jak one zrobią wszystko dla pieniędzy. Nie uważasz że zachowuje się jak
-Dosyć!- Przerwał ostro Niall
-dziwka- dokończył   Harold z uśmiechem który pokazywał triumf .
-Wyjdź- powiedział cicho Niall –wyjdź, bo będzie źle –i nie  żartował. Harry posłał mi tylko krótkie gardzące spojrzenie   i wyszedł z pokoju.
-Mam nadzieję że będziesz  mógł puknąć tą dziwkę za to, że ją tak broniłeś.-I za zamkniętymi z trzaskiem drzwiami zniknęła postać Lokersa. Stałam na środku pokoju i wpatrywałam się w moje baleriny. Poczułam że Niall mnie obejmuje, przytuliła m się do niego, ale nie płakałam,  nie mogłam mu pokazać że te słowa Harrego mnie zraniły.
-Co za idiota –szepnął niebieskooki- jest okej?
-Tak- posłałam mu sztuczny, wymuszony uśmiech- Pójdę już, jakoś straciłam humor.
 -Tylko uważaj, jedź ostrożnie. – i dostałam całusa w czoło.
-Nie martw się tak o mnie. – tym razem posłałam mu prawdziwy uśmiech.
-Jesteś dla mnie jak młodsza siostra, muszę się troszczyć o moją małą siostrzyczkę.- Uścisnęłam go mocno za te słowa i wyszłam z domu. Pojechałam no Louis’a. Jest moim najlepszym przyjacielem, Harry’ego też, więc może od niego dowiem się czemu zawdzięczam tą nienawiść skierowaną na moją osobę.
-Cześć piękna!- powiedział Lou i wpuścił mnie do swojego  mieszkania- Co się stało?- spytał widząc  moją minę.
-Harry się stał- mruknęłam cicho.
-Dziwne, wczoraj Harry mi powiedział „Emma się stała” o co się pożarliście? Bo tamten matoł nie chciał mi powiedzieć.
-O nic, byliśmy u Nialla.
-Aha, czyli przebywaliście w jednym pomieszczeniu i już to było problemem?- zachichotał Lou
-On  mnie nazwał dziwką i to dwa razy! –powiedziałam ( teraz już bliska płaczu) i opadłam na kanapę.
-Co? – zdziwił się Tommo
-No nazwał mnie dziwką.- odpowiedziałam i pierwsza łza spłynęła po moim policzku.
- Nie płacz, proszę Cię,  nigdy nie wiem co ma m robić jak dziewczyna płacze.
-Masz tyle sióstr i tego nie wiesz?- uśmiechnęłam się przez łzy
-Staram się nie doprowadzić do tego żeby któraś z nich płakała- wytłumaczył Lou siedząc koło mnie i patrząc jak tusz spływa mi po policzkach.
-Przytulił byś mnie co?
-A tak, już, już. –i objął mnie mocno.
-Czemu Harry tak mnie nienawidzi?
-On Cię nie nienawidzi ,on czasami tak ma.
-Aha czyli czasami tak od niechcenia mówi dziewczyną że są dziwkami?
-Nie o to mi chodziło.
-A o co?   - zapytałam i popatrzyłam w górę na twarz Lou.
-On jest…nerwowy, czasami jego wściekłość jest jego obroną.
-Ale ja z nim  nie walczę! –zaprzeczyłam szybko.
-Tak, a może coś związanego z tobą mu się nie udało i teraz jest wściekły? Niestety on tak już ma.
-Tylko co mogło pójść „nie tak?”. Od samego początku mnie nie lubił.

Okej, przyznaję się, zapomniałam dodać odcinek w piątek, więc jest w niedzielę:) Mam nadzieję że nie jest taki zły jak mi się wydaje.

piątek, 17 sierpnia 2012

4. "Ale wy tak słodko wyglądacie"

Obudziły mnie przyciszone głosy i odgłos krzątania się po pomieszczeniach. Zdziwiło mnie to, przecież mieszkałam sama. Wystraszona że ktoś plądruje mi mieszkanie otworzyłam oczy ale nie mogłam wstać. Związali mnie! Spojrzałam w stronę drzwi do pomieszczenia weszła uśmiechnięta Lou z dwoma kubkami kawy, spojrzałam na moje „więzy” okazały się nimi mała Lux i ręka Styles’a która obejmowała mnie i dziewczynkę.
-Ale słodko wyglądacie- powiedziała blondynka wręczając mi kubek napoju- zdjęcie jest już na Twitterze .
-Co?! Nie zrobiłaś tego. Lou no, teraz jego fanki nie dadzą mi żyć!
-Nie przesadzaj, akceptują Danielle, El i Perrie to niby czemu nie Ciebie? Directioners szanują dziewczyny chłopców- kobieta się uśmiechnęła
-Ja mam chłopaka- przypomniałam- i ma na imię Anthony.
-Ale wy tak słodko wyglądacie, więc myślałam że
-Nie!- przerwałam- najchętniej to ja bym go ogoliła na łyso a nie się z nim spotykała, poza tym z Tonym też wyglądam słodko!
-Ehh jednak wy się dalej nie lubicie, szkoda.
-To aż tak bardzo widać?
-No cóż, kłócicie się co chwila, docinacie sobie, przezywacie się, nic a nic nie widać- wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Czymże byłoby życie bez problemów?- zapytałam z uśmiechem
-Nie nazywaj mnie problemem- do rozmowy włączył się Harold, zabierając rękę z mojej talii i biorąc kubek od stylistki- ty pomyłko swoich rodziców.
-Nie jestem żadną pomyłką! To raczej ty jesteś pomyłką, największą w życiu twojej matki!
-Nie pozwalaj sobie!- warknął Harry
-Stop!- krzyknęła Lou- Czy wy nie umiecie zachowywać się kulturalnie?! O wiele lepiej jest gdy śpicie, w tedy się przynajmniej zachowujecie porządnie, chociaż Harry chyba za mocno ściskałeś dziewczyny- zachichotała brązowooka.
-O, ja się zachowuje bardzo kulturalnie, to ona zaczęła, nazwała mnie problemem i co? Co ja za mocno ściskałem?
-Emmę i Lux, myślałam że zgnieciecie mi moje biedne dziecko tacy byliście przytuleni.
-Odruch bezwarunkowy- burknęłam
-Właśnie- zgodził się Hazza  (on się ze mną zgodził?)
-No już, koniec, pijcie kawę i do domu.
-Ale jesteś gościnna.
-Jestem gościnna, ale jest 10 i chłopcy mają dziś nagrywać. Więc pośpieszcie się.
Wygramoliliśmy się z łóżka uważając na Lux. Wypiłam kawę i wyszłam na dwór chcąc odjechać do domu. Stanęłam jednak przed jednym samochodem, samochodem Harrego. Wróciłam do budynku.
-Tom?-zapytałam- pożyczysz mi auto?
-Sorry mała, ale jest mi potrzebne. Harry Cię odwiezie- dobiegł mnie głos z łazienki.
-Harry!- wrzasnęłam- Chodź ale już!
-Po co? Problemie.
-Musisz mnie odwieźć do domu.
-Nic nie muszę.
-Ale obiecałeś!
-No okej- chwilę po tym chłopak zjawił się koło mnie i ubierał trampki.

Wyjeżdżając z posiadłości zastała nas dosyć niemiła niespodzianka. Mianowicie paparazzi, cała zgraja świecąca fleszami w oczy. Szybko wyjęłam z torebki okulary przeciw słoneczne, Lokers zrobił to samo. Kiedy udało mu się pokonać żywy mur, szybko odjechaliśmy.
-Co oni tu robią?- zdziwił się chłopak- Skąd wiedzą ze tu jestem?
-Możliwe że od Lou, wrzuciła naszą fotke na Twittera.- odpowiedziałam
-Jaką fotke?- zdziwił się Harry
-Jak śpimy- powiedziałam i włączyłam Internet w telefonie- zaraz zobaczę jak wygląda.
Zalogowałam się na Twittera i odszukałam wpisu Lou- O Boże…-szepnęłam widzą siebie przytulającą Lux i wtuloną w Harrego. Jego ręka natomiast obejmowała nas jakby w obronnym geście.
-Nie mów że spaliśmy z otwartymi ustami- jęknął chłopak i zjechał na pobocze- pokaż mi to!
Podałam mu BlackBerry bez słowa.
-Widzę że nie mogłaś się mi oprzeć- powiedział Harry
-Ha. Ha. Baaaaardzo śmieszne- powiedziałam – a poza tym nie mogłam się ruszać bo mnie trzymałeś przy sobie.
-Ewidentnie widać że to ty się do mnie przytulasz- odpowiedział Lokers i włączył radio na cały regulator żebym nie mogła odpowiedzieć. Popatrzyłam jeszcze raz na zdjęcie, było mnóstwo komentarzy i retwettów, z nudów zaczęłam je czytać. Większość była typu „Aww słodkie” , więc przestałam je czytać i zajrzałam na mojego timeline'a. Roiło się tam od hejtów, przeczytałam kilka wiadomości i zdębiałam. Jak można się tak wyrażać o drugim człowieku i to w dodatku takiego którego się nie zna? Napisałam że Harrego i mnie NIC poza pracą nie łączy. Ściszyłam radio.
-Masz oficjalnie to wyjaśnić- powiedziałam
-Co wyjaśnić?
-To zdjęcie, ty wiesz ile ja mam teraz hejterek?! Pojęcia nie masz!  Niektóre chcą zabić głupią puszczalską, brzydką sukę którą podobno jestem.
-Oj, przesadzasz.
-Serio? Słuchaj tego.- i przeczytałam mu kilka wypowiedzi.
-Okej, zrobię to.
-Napisz że nic nas nie łączy i łączyć nie będzie.
-A nie chcesz żeby nas coś łączyło?- zapytał przebiegle- mogę napisać że teraz nas nic nie łączy.
-Masz dziewczynę- odpowiedziałam krótko. Harry wyciągnął swój telefon.
-Nie używaj komórki jak prowadzisz! Chcesz mieć mandat? – chłopak westchnął i znów zjechał na pobocze. Wybrał numer i czekał na połączenie.
-Cześć kotku- powiedział radośnie ale w cale się nie uśmiechał- zrywam z Tobą, nie dzwoń do mnie.- i się rozłączył.
-No teraz już nie mam dziewczyny więc odpowiedz na pytanie.
-Po tym jak ją potraktowałeś na pewno nie.- powiedziałam lekko zła.
-A chciałaś?- Harold się uśmiechnął- Wiedziałem. Wiesz, nic nie stoi na przeszkodzie.
-Nie- przerwałam- nie chciałam ani przez chwilę. Jedź już, mam cię dosyć.
-W takim razie postoimy tu tak z dziesięć minut, ewentualnie przez godzinę.
-W takim razie idę piechotą- powiedziałam, zabrałam torebkę i wyszłam z auta.
-Emma!- dobiegło mnie wołanie, jednak się nie odwróciłam, po drodze nie jechała ani jeden samochód więc wołania Harolda były bardzo wyraźne, ale je ignorowałam. Chłopak jechał za mną wolno.- Wsiadasz albo Cię tu zostawiam- nic nie odpowiedziałam, szłam dalej wkurzona, Brytyjska pogoda dała się we znaki i zaczęło padać, krzyknęłam zła.- Krzyczenie nic nie pomoże, uwierz. –Spojrzałam na jego twarz, biła z niej dziwna wesołość. Usłyszałam krzyki innych ludzi, co dziwne wołali moje imię, spojrzałam wprost w obiektyw aparatu.
-Wiesz  co? Zmieniam zdanie.- powiedziałam i szybko wpakowałam się do samochodu, a Harold wcisnął gaz.- Ten dzień to jakiś koszmar!
-A niby czemu? Już ci robili zdjęcia.
-Tak, ale nie nazywali twoją dziewczyną- powiedziałam zirytowana.
-Uważasz że to złe miano?
-Tak.
-To dziwne, miliony dziewczyn ubiega się o stanowisko które ty możesz mieć.
-Ale nie chcę go mieć. Nigdy.- dodałam żeby wszystko było jasne i zaczęłam bawić się telefonem. Nie wiedziałam że tym sposobem bardzo uraziłam dumę Harrego Stylesa, zdobywcy kobiet.


Jest czwóreczka! Mam nadzieję że  się podoba:)

piątek, 10 sierpnia 2012

3."Kobiety nic nie robią bezinteresownie"


Zabraliśmy się do sprzątania. Kazałam chłopakowi posprzątać sypialnie dla gości. Wyciągnęłam mp3  z torebki i zajęłam się salonem. Kiedy już w miarę go ogarnęłam zaczęłam ścierać kurze.  Oczywiście robiłam to w takt utworu który rozbrzmiewał mi w słuchawkach, gdy się odwróciłam zobaczyłam Harolda stojącego na korytarzu z głupim uśmieszkiem.
-Co się gapisz?!- krzyknęłam i cisnęłam w niego poduszką z kanapy.  Niestety Lokers złapał ją w locie i odrzucił, mnie się to nie udało i poducha rozczochrałam mi włosy.
-To mój dom i mogę sobie patrzeć na co tylko chcę, a na ciebie chcę- odrzekł chłopak i zniknął za ścianą.
Westchnęłam tylko cicho i wróciłam do „tanecznego sprzątania” . Po 2 godzinach dom ślinił czystością. Staliśmy  z Harrym w holu i podziwialiśmy nasze dzieło.
-No, no , nieźle się spisaliśmy- uśmiechnęłam się do zielonookiego.
-Jeszcze tylko obiad i jesteś wolna- odpowiedział Harry.
-Za dodatkowe 100 funtów- odpowiedziałam.
-Kobiety- westchnął chłopak- nic nie robią bezinteresownie.
-Ja wiele rzeczy robię bezinteresownie!- zaprotestowałam- ale nie dla ciebie- wystawiłam język.
-Ok, dostaniesz te pieniądze.
-To super, ale to musi być coś szybkiego bo za 1.5 muszę wyjść, obiecałam zająć się dziś Lux.
Lou i Tom mają dziś rocznicę.
-Co mają?- jęknął chłopak.
-No nie mów że zapomniałeś- spiorunowałam go wzrokiem i udałam się do kuchni.- Co mam ugotować?
-Jeśli ci się spieszy to może być risotto.
-Okej- odpowiedziałam  idąc w stronę lodówki i otwierając ją.- Harry, ona jest pusta, ze światła nie da rady nic zrobić- powiedziałam do chłopaka.
-A tak, zapomniałem.
-To szoruj do Tesco! Za 15 min cię widzę! Idź już, składniki prześlę Ci sms’em ale najpierw daj mi twój numer.

20 minut później kroiliśmy warzywa a 50 minut później  danie było gotowe. Zadzwonił dzwonek do drzwi , Harry poszedł otworzyć a ja zaczęłam nakrywać do stołu.  W jadalni pojawiły się dwie ciemnowłose  kobiety i Harry. Przywitałam się z gośćmi i wzięłam moją torebkę w zamiarze opuszczeniu domu Styles’a.
-Nie zostaniesz z nami?- zapytała Ann
-Nie mogę, proszę pani, obiecałam zająć się dziś Lux- powiedziałam zgodnie z prawdą, nie chciałam być w tym samym pokoju z rodziną Harrego. Skoro on jest taki okropny to 3 Styles’ów  to będzie piekło.
-Emma, z tego co wiem, to masz jeszcze pół godziny czasu.- Powiedział Harry. Zabić go!
-Tak, ale- próbowałam się ratować.
-Nie ma żadnego ale- powiedziała Gemma- Chcę poznać trochę bardziej dziewczynę mojego brata.
-Dziewczynę? Ja nie jestem jego dziewczyną, jestem asystentką stylistki.
-Czyli że mój syn nadal spotyka się z tą…tą…- Pani Cox nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa by nazwać obecną „dziewczynę” swojego syna.
-Lisette- powiedziałam z triumfem
-Właśnie z tą Lisette- powiedział Ann- Zerwij z nią synu, zaproś na randkę Emmę ona wydaje się być taka miła i taka
-Nie plastikowa?- weszła matce w słowo Gemma
-Właśnie, synu.
-Mamo proszę cię- Harry zaczął interwencję.
-A tak w ogóle to ja mam już chłopaka- wtrąciłam swoje 2 grosze.
-Oh, mojemu synowi wszystko można zabrać z przed nosa- powiedziała z rezygnacją Ann. Chyba zaczynam ją lubić- pomyślałam.
-Możemy już zacząć jeść?- spytał lekko zdenerwowany Styles, układając na stole nakrycie dla mnie.
-Jasne- powiedziałam słodko i zajęłam miejsce obok Gemmy. 
Obiad minął w przyjemnej atmosferze, a panie wychwalały moje danie. Okej, nasze.
Gdy skończyłam moją porcję, wstałam od stołu mówiąc że muszę już iść. Harry poderwał się ze swojego miejsca.
-Właśnie, musimy już iść. Jesteście na pewno bardzo zmęczone, sypialnie macie tam gdzie zawsze. A talerzami się nie przejmujcie, posprzątam jak tylko wrócę.
-Musimy?- spytałam
-Tak, musimy- powiedział z naciskiem Harold biorąc mnie pod ramię i wyprowadzając z pomieszczenia. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz wybuchnę łam.
-Co to ma być?! Gdzie ty chcesz iść.
-Do moich przyjaciół złożyć im życzenia z okazji rocznicy- powiedział słodko wręczając mi 600 funtów- twoja zapłata.
Wzięłam pieniądze i udałam się w kierunku mojego samochodu.
-Gdzie idziesz?- spytał chłopak.
-Chyba widzisz- odparłam
-Ale jedziemy moim autem.
-Nie, ja jadę swoim.
-Jedziemy moim!
-Ewentualnie to ty możesz moim- powiedziałam
-Nie będzie mnie kobieta woziła!- powiedział
-Oj, schowaj tą dumę i chodź!
-Nie, ty chodź do mnie, rano odstawię ci samochód.
-No okej, ale nie wiem czemu nie mogę jechać sama.
-Bo jesteś mi potrzebna- odpowiedział chłopak i wsiadł do samochodu, po chwili i ja to uczyniłam. Harry odpalił silnik i ruszył.
-Co im kupić?- zapytał przerywając ciszę.
-Tomowi tradycyjnie jakiś alkohol a dla Lou kwiaty albo jakąś biżuterię.-powiedziałam podziwiając widoki za oknem.  Harry zmienił kierunek jazdy.- Gdzie jedziesz?
-Do centrum handlowego. Ty pójdziesz po jakiś prezent dla Lou, ok.?
-No dobra, ale mamy 15 minut- powiedziałam niepewnie, na co Lokers dodał gazu. W radiu leciała piosenka Guns N’ Roses i niczym się nie przejmując zaczęłam śpiewać razem z Axl’em po chwili dołączył się Harry. „You, you ohhh, you, you” –zawodziliśmy w  aucie, no na pewno ja. Bo Styles ma zajebisty głos.

Naszej parze, spodobały się prezentu przez nas wybrane, a na marynarce Lou dostrzegłam broszkę którą podarowałam jej rano. Gdy zakochani wyszli zostaliśmy sami z małą Lux. Stwierdziliśmy że jest jeszcze wcześnie i możemy wyskoczyć na plac zabaw. Harry ma bardzo dobry kontakt z małą, a ona go wprost uwielbiała.  Kiedy znudziła się jej już zjeżdżalnia i karuzele poszliśmy na huśtawki. Wzięłam Lux na kolana i usidłam na desce, na drugiej huśtawce usadowił się Styles.
Uznaliśmy że możemy porozpieszczać trochę małą i poszliśmy do cukierni skąd wyszliśmy upaprani lukrem i bitą śmietaną. Ale mała bawiła się dobrze. Gdy wróciliśmy do domu pierwsze co zrobiliśmy to włożyliśmy małe lukrowo-śmietanowe stworzenie do wanny pełnej piany.  Zostawiłam Harolda ze swoją chrześnicą i poszłam do kuchni aby przygotować  kolację. Po posiłku bawiliśmy się z małą w salonie, a o 21 postanowiliśmy ją już położyć, ułożyliśmy się wszyscy na łóżku i oglądaliśmy „dobranocny ogród” .
 Spędziłam nawet bardzo miły wieczór. Stwierdziłam że Styles nie jest taki zły. Może jest zapatrzony w siebie, chamski, lubi dokuczać i ogółem czasami jest nie do zniesienia, ale da się go lubić.

piątek, 3 sierpnia 2012

2. "Nigdy ich nie zobaczysz w swojej sypialni"


Tego dnia miałam zawieść Harremu ubrania na jutrzejszy wieczorny udział w jakimś programie.  Podjechałam pod jego dom i wyciągnęłam z bagażnika kilka zestawów ubrań, aby książę mógł coś dla siebie wybrać. Szczerze nie lubiłam do niego jeździć, sprawa która z resztą chłopaków ograniczała się do dziesięciu minut u niego minimum zajmowała pół godziny.  Przez cały ten czas musiałam wysłuchiwać jego opinii na temat danego ciucha, dobrze, że się interesował modą i tym co ma nosić, ale to w końcu ja tu jestem stylistką  i wiem, w czym będzie wglądać dobrze. Lou nabrała do mnie takiego zaufania, że pozwalała mi samej zajmować się stylizacjami chłopaków.
Z westchnieniem wdrapałam się na 3 stopnie i zadzwoniłam do drzwi. Chłopak kazał mi czekać wystarczająco długo że zdążyłam się na niego wkurzyć. W końcu drzwi się otwarły.
-Cześć- powiedziałam chłodno i bez zaproszenia weszłam do domu. Ubrania rozłożyłam na kanapie w dosyć zasyfionym salonie.-Proponuję tą marynarkę, te spodnie, koszulkę, a trampki możesz wybrać sobie sam. Białe albo czarne.- wskazywałam palcem na poszczególne części garderoby. Zdążyłam na pamięć nauczyć się stylu Harrego aby zaoszczędzić czas na bezsensowne sprzeczki.
-I tak zawsze wszystko wybieram sam. Ale to może być. Ale buty chcę zielone.- Jestem pewna że zrobił mi to na złość, wiedział że zielone converse’y nie będą do niczego pasować.
-Białe.- Odpowiedziałam z naciskiem.
-Zielone.-Harry upierał się.
-Czarne.
-Nie.
-Czerwone albo pójdziesz boso.
-Dobra. –Uśmiechnęłam się triumfalnie.
-To super że mamy to z głowy. Cześć, do jutra.- skierowałam się do drzwi.
-Czekaj!- Boże,  czego ten chłopak ode mnie chce? -Musisz mi pomóc. – w pokoju było słychać tylko moje głębokie westchnienie.
-No czego?
-Posprzątaj tu.- Harry powiedział to dosyć poważnie.
-Co? Żartujesz sobie zemnie?
-Nie, masz tu posprzątać.
-Niby czemu mam sprzątać twój syf?- zaakcentowałam przedostatnie słowo.
-Bo u mnie pracujesz.-Usłyszałam w odpowiedzi.- Jeśli tu nie posprzątasz to możesz pożegnać się z tą pracą.
-To nie ty mnie zatrudniasz, to po pierwsze, a po drugie nie jestem sprzątaczką.
-Kurwa. Tak ci trudno posprzątać ten cholerny bałagan?!- Chłopak wybuchnął.
-A niby czemu mam ci tu sprzątać?
-Dzwoniła mama. Za jakieś trzy  godziny przyjadą z Gemmą do Londynu.
-Aha- odparłam tylko.- To może zamów ekipę sprzątającą? –zaproponowałam.
-Nie mają nikogo, trzeba zamówić trochę wcześniej.
-Wiem! Zadzwoń po swoją dziewczynę! Na twitterze  rozpisuje się jak to cudownie spędza sobotę oglądając film, więc na pewno ma czas. A poza tym w każdym wywiadzie mówi jak to sobie pomagacie i w ogóle.- powiedziałam naśladując styl mówienia Lisette.
-Mam już jej dosyć !Nie zniosę jej już minuty więcej! Ta idiotka nie jest moją dziewczyną!
-Co? Zerwaliście?- na serio się zdziwiłam.
-No nie mów że jesteś taka głupia i nie zauważyłaś.
-Wyrażaj się! –upomniałam tego chama- A zatem kiedy zerwaliście bo jeszcze wczoraj lizaliście się przed jakimś paparazzi.
-Dalej jest moją dziewczyną. –Chłopak umilkł, ale chyba dla tego że zabiłam go wzrokiem. Jednak jego śmierć trwała tylko kilka sekund i była tylko po to żeby  popatrzeć na moją minę. Tym razem Harry uśmiechnął się z triumfem i mówił dalej.- Ludzie z wytwórni ustawili ten związek aby wypromować ją i jej płytę, a poza tym trochę szumu przyda się też One Direction.- zawsze gardziłam ludźmi  którzy potrafili zrobić dosłownie wszystko dla pieniędzy.
-To czemu z nią tak często wychodzisz? –Nie dałam mu szansy na odpowiedź, zrobiłam to sama- No tak. Czego facet nie zrobi dla ładnej dupy. –Hazza nic nie odpowiedział.- Pomogę ci, ale nie za darmo.
-Czego chcesz?
-Harrusiu, skarbeczku widziałam takie ładne buciki. Kupisz mi je? Wynagrodzę Ci to, posprzątam ci mieszkanko. Twoja Lisette tak Cię kocha-Mruczałam mu do ucha tak jak to miała w zwyczaju Lisette -No dalej, nie daj się prosić, ubiorę je następnym razem jak do ciebie przyjdę.- To dziwne, zwykle Harry zgadzał się już na początku. Czyżbym nie była wystarczająco przekonująca?- Co jest z tobą nie tak?! Powinieneś już dawno się zgodzić. Zwykle po pierwszym zdaniu dawałeś jej kartę kredytową.
-Wiesz, jak ty to mówisz brzmi zupełnie inaczej. A poza tym sypialnia, ja, ty w samej bieliźnie. Chyba ci kupię te buty.
-Ty wiesz że ja tego nie mówiłam serio? Daj mi te 5 stów i kupię sobie je sama i nigdy ich nie zobaczysz w swojej sypialni.- Popatrzyłam na chłopaka, nadal stałam niebezpiecznie blisko. Jego wargi znajdowały się niewiele wyżej od moich. Wystarczy tylko pomóc koturnom, stanąć na palcach i…- nie wiem skąd ta nagła ochota pocałowania go, ale z przerażenia przebiegło po mnie dreszcz. On był jedyną osobą która zatruwała mi życie. Myślenie zakłóciły mi wargi Harrego które złożył na moich. Nie potrafiłam tego przerwać. Nasze usta jakby przykleiły się do siebie. Pocałunek przeradzał się w coraz bardziej zachłanny, każda ze stron chciała więcej od drugiej. Oboje się w tym zatraciliśmy. To było jak ekscytujące wtargnięcie na stronę wroga.  Język Harrego odnalazł mój, złączyły się w namiętnym tańcu.  Pocałunek trwał jeszcze przez chwilę, chwilę  pełną sprzecznych emocji kotłujących się w głowie, chwilę walki pomiędzy rozumem a ciałem. W końcu udało nam się go przerwać. Mogliśmy w końcu odetchnąć. Chłopak nadal trzymał moją twarz w dłoniach i wpatrywał się w nią.
-My…nie…- zaczęłam się jąkać.
-Masz rację…- powiedział i pochylił się by założyć na moich ustach kolejny, lecz krótki pocałunek.
-Musimy o tym zapomnieć- starałam powiedzieć się to pewnie ale głos mnie zdradził.
-Wiem, przecież się nie lubimy- dokończył chłopak.
-Właśnie, więc mnie puść bo więcej nie wytrzymam. Zapomnijmy o tym i zabierzmy się za sprzątanie.- powiedziałam już pewnie.
-Zaczniesz mnie unikać?- zapytał
-Dla czego? Przecież nie mam do tego powodu, nic się nie wydarzyło, a ja mam chłopaka którego kocham.- odparłam, ale obydwoje wiedzieliśmy że takowy powód jest.

Jest 2:) Rozdziały będą dodawane co piątek, mam nadzieję że jest okej^^

poniedziałek, 30 lipca 2012

1." Harry ten frajer z fajnym autem"


Pamiętny pierwszy dzień pracy jako stylistka, był nieco inny niż się spodziewałam. Po pierwsze nie było tak pięknie i miło a po drugie, no cóż, okazało się że mam się opiekować Lux.  Ale wróćmy do początku.
   Rano jak zwykle zaspałam , byłam na siebie wściekła bo chciałam zrobić jak najlepsze wrażenie tego pierwszego dnia, ale nie było na to czasu. Dziesiąta za pół godziny a ja z przerażeniem gapiłam się na wyświetlacz telefonu.  Ubrałam się , no może się zdziwicie ale ubrałam  potargane dżinsy koszulkę z Metalliki i glany a do tego marynarkę .  Może gdybym miała czas ubrałabym się mniej „metalowo” ale przeszłości nie zmienię i nie chcę.
Byłam spóźniona. Bardzo. A  Sadza ciągle plątał mi się pomiędzy nogami błagając o jedzenie. Tego dnia mój kot głodował.
Nie przestrzegając przepisów drogowych  gnałam do centrum Londynu, co nie udało mi się do końca przez jakiegoś gościa w audi . Stojąc w korku zdążyłam się uczesać, zrobić makijaż, prześpiewać kilka piosenek i powyklinać wszystkich kierowców(a najbardziej tego z audi).  
Parę minut po 10 zaparkowałam samochód przed budynkiem studia i weszłam do środka. Na Tym się skończyło, nie wiedziałam co dalej, gdzie iść. Po kilku minutach błąkania się po budynku usłyszałam głos Lou, która była zdaje się troszeczkę zdenerwowana moim spóźnieniem. Szybko weszłam do pomieszczenia i powiedziałam:
-Przepraszam, korki i jakiś frajer z audi który w ogóle nie potrafi jeździć! Naprawdę, gdyby nie on byłabym tu na czas! Kupi sobie fajne auto i myśli że mu wszystko wolno.- odkrząknęłam-  Mam na imię Emma.- i uśmiechnęłam się do ośmiu osób w pomieszczeniu.
-Tak,  to właśnie jest Emma, moja asystentka- Lou    podeszła do mnie i chwyciła od tyłu za ramiona pokazując mnie zgromadzonym, co było błędem bo jest ode mnie niższa i całkowicie się za mną schowała. Kobieta wyszła zza moich pleców i wzięła na ręce roczną dziewczynkę.
-To jest Lux, moja córka.
-Cześć skarbie- uśmiechnęłam się do dziecka robiąc przy okazji głupią minę na co odwzajemniło uśmiech.
-Mała cię chyba lubi więc będzie ci lepiej.- powiedziała z zadowoleniem Lou
-Lepiej?- zdziwiłam się ona chyba nie ma na myśli… nie lubię małych dzieci!
-Okej Emma tu mamy Paula, menagera i cudowną piątkę.
Z kanapy podniósł się pierwszy chłopak a za nim reszta.
-Cześć, jestem Liam, miło Cię poznać.
-Hej jestem Zayn – czarnowłosy podał mi rękę.
-Jestem Niall- powiedział blondyn z zabawnym akcentem
-Ja jestem Louis , pamiętaj paski są tylko dla mnie.- zaśmiałam się i obiecałam że nie dopuszczę do tego by ktoś je założył.
-A ja Harry ten frajer z fajnym autem.
Każdy normalny człowiek, a w każdym razie dziewczyna zawstydziła by się z tego powodu, ale nie ja.
-Ahaaa… czyli prawo jazdy dostałeś wraz z samochodem?- zapytałam niewiele myśląc. Ba! Nic nie myśląc! Czwórka chłopaków zaczęła się śmiać a Louis krzyknął do mnie : High five Emma! Przybiłam i w tedy właśnie pomyślałam sobie że znalazłam kandydata na najlepszego przyjaciela.


                                                                       ***


Anthonego poznałam na jednym z koncertów, blondyn z dłuższymi włosami uratował mnie przed upadkiem w szaleńczym pogo.  Od razu wpadł mi w oko. Wysoki, dobrze zbudowany, niebieskooki. Ideał! Po koncercie uparł się, że odprowadzi mnie do domu, a ja bez protestu zgodziłam się, nie wspominając nawet że na parkingu stoi mój samochód.
Od tego pamiętnego wieczora minął już tydzień. Siedziałam razem z chłopakami, grając razem z Niall’em w wyścigi. Harrego nie było. Nagle zadzwonił mój telefon, szeroko uśmiechnęłam się gdy rozpoznałam muzykę przypisaną Anthonemu.  Bez namysłu przerwałam grę, wręczając Liam’owi  joystick i odebrałam połączenie, wychodząc z pokoju. Wróciłam cała w skowronkach. Anthony zaprosił mnie na randkę! Chłopcy od razu zobaczyli zmianę.
-Ooo co się stało? Czyżbyś się zakochała?- Spytał od razu Lou z wymowną miną.
-Może- odpowiedziałam wesoło
-No to opowiadaj! Jak wygląda, gdzie się poznaliście, jaki jest. Musimy znać szczegóły!- Dopytywał się „pasiasty”
 A ja zadowolona że mogę się komuś zwierzyć, zaczęłam opowiadać (nie zdążyłam ostatnio porozmawiać z Louisem z którym zaprzyjaźniłam się na śmierć i życie)
-Ma na imię Anthony, poznaliśmy się w niedzielę, tydzień temu na koncercie. A wiecie że Tony też ma zespół? Jest wokalistą, zabiorę was na ich występ, są niesamowici!  Anthony ma cudowny głos i jest taki przystojny! Mówię wam! A w dodatku ma taki cudowny charakter jest miły i opiekuńczy.  Jutro idę z nim na randkę. Jestem taka szczęśliwa! Nie mogę się doczekać.
-Mam nadzieję, że jest rzeczywiście taki cudowny jakim go opisujesz bo inaczej będzie miał z nami do czynienia!- Powiedział Lou, a reszta poparła przyjaciela.
-Jesteście kochani!- Powiedziałam i przytuliłam się z chłopakami na miśka. Później miałam małe problemy  bo moje łańcuszki zahaczyły się o sweter  Zayna, a jego kolczyki o moje włosy i chłopaki musieli pomagać nam się odplątać, gdy już się uwolniliśmy pobiegliśmy do łazienki. Na korytarzu była mała przepychanka, a do łazienki wpadaliśmy razem, ustalając że lustra prawdopodobnie wystarczy dla naszej dwójki. Zaczęliśmy poprawiać fryzury, (dziwne było to, że ja z moimi długimi kudłami uporałam się szybciej niż mulat że swoimi).
-Wiesz- Zaczął Zayn i nagle urwał, jakby stwierdził że nie powinien kończyć zdania.
-Nooo?- Zapytałam z zaciekawieniem- No mów, nikomu nie powiem- uśmiechnęłam się do przyjaciela.
-Zacząłem znów spotykać się z Perrie- powiedział szybko.
-Co?- zdziwiłam się- Chłopaki wiedzą?
-Nie, jasne że nie. Nie pochwaliliby tego związku, ty widzę też nie- powiedział zrezygnowany- Ale ja ją kocham…
-No coś ty! Zayn! To wspaniale!- krzyknęłam i przytuliłam chłopaka a on odwzajemnił gest.
-Jak dobrze, że wreszcie zaczyna nam się układać – powiedziałam i w tym samym momencie zauważyłam Harrego który stanął jak wryty i przyglądał się nam przez niezamknięte drzwi, uśmiechał się drwiąco. Jednak szybko odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi wyjściowych.
-A jemu co? –Zapytał Zayn.
-Nie wiem- odpowiedziałam i wyszłam z pomieszczenia.


Może troszkę nudne, ale to początek. Obiecuje że opowiadanie się rozkręci!