Zabraliśmy się do sprzątania. Kazałam chłopakowi posprzątać
sypialnie dla gości. Wyciągnęłam mp3 z
torebki i zajęłam się salonem. Kiedy już w miarę go ogarnęłam zaczęłam ścierać
kurze. Oczywiście robiłam to w takt
utworu który rozbrzmiewał mi w słuchawkach, gdy się odwróciłam zobaczyłam
Harolda stojącego na korytarzu z głupim uśmieszkiem.
-Co się gapisz?!- krzyknęłam i cisnęłam w niego poduszką z kanapy. Niestety Lokers złapał ją w locie i odrzucił, mnie się to nie udało i poducha rozczochrałam mi włosy.
-To mój dom i mogę sobie patrzeć na co tylko chcę, a na ciebie chcę- odrzekł chłopak i zniknął za ścianą.
Westchnęłam tylko cicho i wróciłam do „tanecznego sprzątania” . Po 2 godzinach dom ślinił czystością. Staliśmy z Harrym w holu i podziwialiśmy nasze dzieło.
-No, no , nieźle się spisaliśmy- uśmiechnęłam się do zielonookiego.
-Jeszcze tylko obiad i jesteś wolna- odpowiedział Harry.
-Za dodatkowe 100 funtów- odpowiedziałam.
-Kobiety- westchnął chłopak- nic nie robią bezinteresownie.
-Ja wiele rzeczy robię bezinteresownie!- zaprotestowałam- ale nie dla ciebie- wystawiłam język.
-Ok, dostaniesz te pieniądze.
-To super, ale to musi być coś szybkiego bo za 1.5 muszę wyjść, obiecałam zająć się dziś Lux.
Lou i Tom mają dziś rocznicę.
-Co mają?- jęknął chłopak.
-No nie mów że zapomniałeś- spiorunowałam go wzrokiem i udałam się do kuchni.- Co mam ugotować?
-Jeśli ci się spieszy to może być risotto.
-Okej- odpowiedziałam idąc w stronę lodówki i otwierając ją.- Harry, ona jest pusta, ze światła nie da rady nic zrobić- powiedziałam do chłopaka.
-A tak, zapomniałem.
-To szoruj do Tesco! Za 15 min cię widzę! Idź już, składniki prześlę Ci sms’em ale najpierw daj mi twój numer.
20 minut później kroiliśmy warzywa a 50 minut później danie było gotowe. Zadzwonił dzwonek do drzwi , Harry poszedł otworzyć a ja zaczęłam nakrywać do stołu. W jadalni pojawiły się dwie ciemnowłose kobiety i Harry. Przywitałam się z gośćmi i wzięłam moją torebkę w zamiarze opuszczeniu domu Styles’a.
-Nie zostaniesz z nami?- zapytała Ann
-Nie mogę, proszę pani, obiecałam zająć się dziś Lux- powiedziałam zgodnie z prawdą, nie chciałam być w tym samym pokoju z rodziną Harrego. Skoro on jest taki okropny to 3 Styles’ów to będzie piekło.
-Emma, z tego co wiem, to masz jeszcze pół godziny czasu.- Powiedział Harry. Zabić go!
-Tak, ale- próbowałam się ratować.
-Nie ma żadnego ale- powiedziała Gemma- Chcę poznać trochę bardziej dziewczynę mojego brata.
-Dziewczynę? Ja nie jestem jego dziewczyną, jestem asystentką stylistki.
-Czyli że mój syn nadal spotyka się z tą…tą…- Pani Cox nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa by nazwać obecną „dziewczynę” swojego syna.
-Lisette- powiedziałam z triumfem
-Właśnie z tą Lisette- powiedział Ann- Zerwij z nią synu, zaproś na randkę Emmę ona wydaje się być taka miła i taka
-Nie plastikowa?- weszła matce w słowo Gemma
-Właśnie, synu.
-Mamo proszę cię- Harry zaczął interwencję.
-A tak w ogóle to ja mam już chłopaka- wtrąciłam swoje 2 grosze.
-Oh, mojemu synowi wszystko można zabrać z przed nosa- powiedziała z rezygnacją Ann. Chyba zaczynam ją lubić- pomyślałam.
-Możemy już zacząć jeść?- spytał lekko zdenerwowany Styles, układając na stole nakrycie dla mnie.
-Jasne- powiedziałam słodko i zajęłam miejsce obok Gemmy.
Obiad minął w przyjemnej atmosferze, a panie wychwalały moje danie. Okej, nasze.
Gdy skończyłam moją porcję, wstałam od stołu mówiąc że muszę już iść. Harry poderwał się ze swojego miejsca.
-Właśnie, musimy już iść. Jesteście na pewno bardzo zmęczone, sypialnie macie tam gdzie zawsze. A talerzami się nie przejmujcie, posprzątam jak tylko wrócę.
-Musimy?- spytałam
-Tak, musimy- powiedział z naciskiem Harold biorąc mnie pod ramię i wyprowadzając z pomieszczenia. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz wybuchnę łam.
-Co to ma być?! Gdzie ty chcesz iść.
-Do moich przyjaciół złożyć im życzenia z okazji rocznicy- powiedział słodko wręczając mi 600 funtów- twoja zapłata.
Wzięłam pieniądze i udałam się w kierunku mojego samochodu.
-Gdzie idziesz?- spytał chłopak.
-Chyba widzisz- odparłam
-Ale jedziemy moim autem.
-Nie, ja jadę swoim.
-Jedziemy moim!
-Ewentualnie to ty możesz moim- powiedziałam
-Nie będzie mnie kobieta woziła!- powiedział
-Oj, schowaj tą dumę i chodź!
-Nie, ty chodź do mnie, rano odstawię ci samochód.
-No okej, ale nie wiem czemu nie mogę jechać sama.
-Bo jesteś mi potrzebna- odpowiedział chłopak i wsiadł do samochodu, po chwili i ja to uczyniłam. Harry odpalił silnik i ruszył.
-Co im kupić?- zapytał przerywając ciszę.
-Tomowi tradycyjnie jakiś alkohol a dla Lou kwiaty albo jakąś biżuterię.-powiedziałam podziwiając widoki za oknem. Harry zmienił kierunek jazdy.- Gdzie jedziesz?
-Do centrum handlowego. Ty pójdziesz po jakiś prezent dla Lou, ok.?
-No dobra, ale mamy 15 minut- powiedziałam niepewnie, na co Lokers dodał gazu. W radiu leciała piosenka Guns N’ Roses i niczym się nie przejmując zaczęłam śpiewać razem z Axl’em po chwili dołączył się Harry. „You, you ohhh, you, you” –zawodziliśmy w aucie, no na pewno ja. Bo Styles ma zajebisty głos.
-Co się gapisz?!- krzyknęłam i cisnęłam w niego poduszką z kanapy. Niestety Lokers złapał ją w locie i odrzucił, mnie się to nie udało i poducha rozczochrałam mi włosy.
-To mój dom i mogę sobie patrzeć na co tylko chcę, a na ciebie chcę- odrzekł chłopak i zniknął za ścianą.
Westchnęłam tylko cicho i wróciłam do „tanecznego sprzątania” . Po 2 godzinach dom ślinił czystością. Staliśmy z Harrym w holu i podziwialiśmy nasze dzieło.
-No, no , nieźle się spisaliśmy- uśmiechnęłam się do zielonookiego.
-Jeszcze tylko obiad i jesteś wolna- odpowiedział Harry.
-Za dodatkowe 100 funtów- odpowiedziałam.
-Kobiety- westchnął chłopak- nic nie robią bezinteresownie.
-Ja wiele rzeczy robię bezinteresownie!- zaprotestowałam- ale nie dla ciebie- wystawiłam język.
-Ok, dostaniesz te pieniądze.
-To super, ale to musi być coś szybkiego bo za 1.5 muszę wyjść, obiecałam zająć się dziś Lux.
Lou i Tom mają dziś rocznicę.
-Co mają?- jęknął chłopak.
-No nie mów że zapomniałeś- spiorunowałam go wzrokiem i udałam się do kuchni.- Co mam ugotować?
-Jeśli ci się spieszy to może być risotto.
-Okej- odpowiedziałam idąc w stronę lodówki i otwierając ją.- Harry, ona jest pusta, ze światła nie da rady nic zrobić- powiedziałam do chłopaka.
-A tak, zapomniałem.
-To szoruj do Tesco! Za 15 min cię widzę! Idź już, składniki prześlę Ci sms’em ale najpierw daj mi twój numer.
20 minut później kroiliśmy warzywa a 50 minut później danie było gotowe. Zadzwonił dzwonek do drzwi , Harry poszedł otworzyć a ja zaczęłam nakrywać do stołu. W jadalni pojawiły się dwie ciemnowłose kobiety i Harry. Przywitałam się z gośćmi i wzięłam moją torebkę w zamiarze opuszczeniu domu Styles’a.
-Nie zostaniesz z nami?- zapytała Ann
-Nie mogę, proszę pani, obiecałam zająć się dziś Lux- powiedziałam zgodnie z prawdą, nie chciałam być w tym samym pokoju z rodziną Harrego. Skoro on jest taki okropny to 3 Styles’ów to będzie piekło.
-Emma, z tego co wiem, to masz jeszcze pół godziny czasu.- Powiedział Harry. Zabić go!
-Tak, ale- próbowałam się ratować.
-Nie ma żadnego ale- powiedziała Gemma- Chcę poznać trochę bardziej dziewczynę mojego brata.
-Dziewczynę? Ja nie jestem jego dziewczyną, jestem asystentką stylistki.
-Czyli że mój syn nadal spotyka się z tą…tą…- Pani Cox nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa by nazwać obecną „dziewczynę” swojego syna.
-Lisette- powiedziałam z triumfem
-Właśnie z tą Lisette- powiedział Ann- Zerwij z nią synu, zaproś na randkę Emmę ona wydaje się być taka miła i taka
-Nie plastikowa?- weszła matce w słowo Gemma
-Właśnie, synu.
-Mamo proszę cię- Harry zaczął interwencję.
-A tak w ogóle to ja mam już chłopaka- wtrąciłam swoje 2 grosze.
-Oh, mojemu synowi wszystko można zabrać z przed nosa- powiedziała z rezygnacją Ann. Chyba zaczynam ją lubić- pomyślałam.
-Możemy już zacząć jeść?- spytał lekko zdenerwowany Styles, układając na stole nakrycie dla mnie.
-Jasne- powiedziałam słodko i zajęłam miejsce obok Gemmy.
Obiad minął w przyjemnej atmosferze, a panie wychwalały moje danie. Okej, nasze.
Gdy skończyłam moją porcję, wstałam od stołu mówiąc że muszę już iść. Harry poderwał się ze swojego miejsca.
-Właśnie, musimy już iść. Jesteście na pewno bardzo zmęczone, sypialnie macie tam gdzie zawsze. A talerzami się nie przejmujcie, posprzątam jak tylko wrócę.
-Musimy?- spytałam
-Tak, musimy- powiedział z naciskiem Harold biorąc mnie pod ramię i wyprowadzając z pomieszczenia. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz wybuchnę łam.
-Co to ma być?! Gdzie ty chcesz iść.
-Do moich przyjaciół złożyć im życzenia z okazji rocznicy- powiedział słodko wręczając mi 600 funtów- twoja zapłata.
Wzięłam pieniądze i udałam się w kierunku mojego samochodu.
-Gdzie idziesz?- spytał chłopak.
-Chyba widzisz- odparłam
-Ale jedziemy moim autem.
-Nie, ja jadę swoim.
-Jedziemy moim!
-Ewentualnie to ty możesz moim- powiedziałam
-Nie będzie mnie kobieta woziła!- powiedział
-Oj, schowaj tą dumę i chodź!
-Nie, ty chodź do mnie, rano odstawię ci samochód.
-No okej, ale nie wiem czemu nie mogę jechać sama.
-Bo jesteś mi potrzebna- odpowiedział chłopak i wsiadł do samochodu, po chwili i ja to uczyniłam. Harry odpalił silnik i ruszył.
-Co im kupić?- zapytał przerywając ciszę.
-Tomowi tradycyjnie jakiś alkohol a dla Lou kwiaty albo jakąś biżuterię.-powiedziałam podziwiając widoki za oknem. Harry zmienił kierunek jazdy.- Gdzie jedziesz?
-Do centrum handlowego. Ty pójdziesz po jakiś prezent dla Lou, ok.?
-No dobra, ale mamy 15 minut- powiedziałam niepewnie, na co Lokers dodał gazu. W radiu leciała piosenka Guns N’ Roses i niczym się nie przejmując zaczęłam śpiewać razem z Axl’em po chwili dołączył się Harry. „You, you ohhh, you, you” –zawodziliśmy w aucie, no na pewno ja. Bo Styles ma zajebisty głos.
Naszej parze, spodobały się prezentu przez nas wybrane, a na
marynarce Lou dostrzegłam broszkę którą podarowałam jej rano. Gdy zakochani
wyszli zostaliśmy sami z małą Lux. Stwierdziliśmy że jest jeszcze wcześnie i
możemy wyskoczyć na plac zabaw. Harry ma bardzo dobry kontakt z małą, a ona go
wprost uwielbiała. Kiedy znudziła się
jej już zjeżdżalnia i karuzele poszliśmy na huśtawki. Wzięłam Lux na kolana i
usidłam na desce, na drugiej huśtawce usadowił się Styles.
Uznaliśmy że możemy porozpieszczać trochę małą i poszliśmy do cukierni skąd wyszliśmy upaprani lukrem i bitą śmietaną. Ale mała bawiła się dobrze. Gdy wróciliśmy do domu pierwsze co zrobiliśmy to włożyliśmy małe lukrowo-śmietanowe stworzenie do wanny pełnej piany. Zostawiłam Harolda ze swoją chrześnicą i poszłam do kuchni aby przygotować kolację. Po posiłku bawiliśmy się z małą w salonie, a o 21 postanowiliśmy ją już położyć, ułożyliśmy się wszyscy na łóżku i oglądaliśmy „dobranocny ogród” .
Spędziłam nawet bardzo miły wieczór. Stwierdziłam że Styles nie jest taki zły. Może jest zapatrzony w siebie, chamski, lubi dokuczać i ogółem czasami jest nie do zniesienia, ale da się go lubić.
Uznaliśmy że możemy porozpieszczać trochę małą i poszliśmy do cukierni skąd wyszliśmy upaprani lukrem i bitą śmietaną. Ale mała bawiła się dobrze. Gdy wróciliśmy do domu pierwsze co zrobiliśmy to włożyliśmy małe lukrowo-śmietanowe stworzenie do wanny pełnej piany. Zostawiłam Harolda ze swoją chrześnicą i poszłam do kuchni aby przygotować kolację. Po posiłku bawiliśmy się z małą w salonie, a o 21 postanowiliśmy ją już położyć, ułożyliśmy się wszyscy na łóżku i oglądaliśmy „dobranocny ogród” .
Spędziłam nawet bardzo miły wieczór. Stwierdziłam że Styles nie jest taki zły. Może jest zapatrzony w siebie, chamski, lubi dokuczać i ogółem czasami jest nie do zniesienia, ale da się go lubić.
nie wiem co napisać, noo xD
OdpowiedzUsuńale rozdział ciekawy, podoba mi się. Szczególnie końcóweczka :D tzn. to w aucie i wgl.Chcę już następny piątek :)
Podoba mi się!Next w piątek?
OdpowiedzUsuńTak, w piątek:)
Usuń