Była niedziela, właśnie pakowałam talerz po spaghetti do zmywarki, gdy usłyszałam że ktoś wszedł do mojego mieszkania. -Mogłabyś
zamykać drzwi, skoro mieszkasz sama- powiedział Harold i wparował do
kuchni.Nic na to nie odpowiedziałam, po prostu zapominam zamykać te
cholerne drzwi a tak w ogóle co go to obchodzi?- Chciałem Cię przeprosić
i wynagrodzić to...to co zrobiłem.
-Louis Ci kazał?- zapytałam
-Tak, znaczy nie, no powiedział żebym Cię przeprosił bo inaczej, powiedzmy że skończył bym uszkodzony.
-Aha...no więc słucham.
-Przecież już przeprosiłem- jęknął Hazza.
-Nie, powiedziałeś że chcesz mnie przeprosić.
-Emma, przepraszam, głupio mi, wczoraj miałem okropny humor i wszystko mnie drażniło. No, może być, a teraz się ubieraj.
-Co?- zdziwiłam się.
-Na przeprosiny zabieram cię na festiwal rockowy.
-Naprawdę?
Dzięki!- I podbiegłam do Harrego z zamiarem rzucenia mu się na szyję,
ale opamiętałam się 10 cm przed chłopakiem i pobiegłam do garderoby po
ciuchy.
Ubrana w ciemne dżinsy, martensy i w świetny czarny, sweterek z ponaszywanymi na nim perełkami weszłam do kuchni.
-Ymm
Harry? Jesteś pewien że białe trampki to dobry pomysł?- wskazałam na
converse'y chłopaka, ludzie ci je zadepczą.Wczoraj dostałam przesyłkę z
ubraniami dla was i są tam chyba czarne, będą lepsze.- I udałam się do
salonu gdzie stała pokaźna paczka. Wygrzebałam z niej trampki i podałam
chłopakowi.-Proszę, przebieraj je szybko a ja lecę po torebkę.
-Zapowiadało się cudowne popołudnie.
Kiedy usadowiłam się wygodnie w samochodzie Harrego i zapięłam pasy zapytałam.
-A tak w ogóle to jakie zespoły będą na tym festiwalu?
-Różne, ale myślę że zainteresuje Cię Metallica i 30 Seconds to Mars ale będzie też Foo Fighters i inni fajni artyści.
-Okej z racji tego że dzisiaj mnie przepraszasz i w ogóle to słuchamy mojej muzyki- Powiedziałam i wyjęłam z torebki "Black Album" Metalliki.
-Świetnie! Uwielbiam tą płytę- powiedział Harold i włożył ją do odtwarzacza.
-Serio?- spytałam zdziwiona.
-Serio- odpowiedział chłopak i zaczął śpiewać z Jamesem.
-Tony!- krzyknęłam i rzuciłam się w ramiona chłopaka- Tak się cieszę że w jedyny wolny weekend przyleciałeś dla mnie do Londynu.
-Stęskniłem się- odpowiedział tylko chłopak i po raz kolejny obrócił się
ze mną w ramionach w okół własnej osi tak, że "latałam" w
powietrzu.-Masz ochotę na obiad?
-Jasne- odpowiedziałam- chociaż teraz trochę mi niedobrze.- Anthony zaśmiał się tylko i dał mi buziaka w policzek.
-Chodźmy już.
Wyszliśmy z lotniska i udaliśmy się w stronę mojego samochodu.
Ruszyliśmy z parkingu, zapominając o torbie Anthonego postawionej na
asfalcie i musieliśmy się po nią wracać.Z bagażem w bagażniku ruszyliśmy
w drogę. Zatrzymaliśmy się w pierwszej napotkanej restauracji. Był to
przytulny nieduży lokal w którym serwowano kuchnię włoską. Bez namysłu
zamówiłam porcję spaghetti tak samo jak Tony, oboje je uwielbialiśmy.
Przez cały posiłek prowadziliśmy żywą rozmowę. Anthony opowiadał mi co
dzieje się pod czas ich trasy koncertowej o różnych ciekawych
zdarzeniach i w końcu o tym że mają szansę podpisać duży kontrakt
płytowy i przenieść się do USA.
-Mogłabyś też przeprowadzić się do Los Angeles. Miasto na pewno Ci się
spodoba. Jest tam dużo słońca i wiele ciekawych miejsc. Ja się w nim
zakochałem. Moglibyśmy mieszkać razem. Tylko pomyśl, to wspaniałe!
-Taaak- odpowiedziałam bez przekonania. Nie podobała mi się perspektywa
wyprowadzki z Londynu. Kochałam to miasto, kochałam częste deszcze i
nastrój panujący w stolicy. Za to wizja mieszkania w gorącym LA mnie
przerażała. W ogóle ta cała sytuacja mnie zaskoczyła i nie byłam w cale
pewna czy właśnie tego bym chciała...
Po pysznym obiedzie ruszyliśmy ku centrum Londynu.
-Tony, pojedziemy najpierw do chłopaków. Muszę zanieść im ubrania i
kilka przesyłek. Nie wiem czemu przyszły na mój adres... To pojedziemy
do studio ok?
-Okej. Spędzasz z ni mi sporo czasu.- Zagadnął Tony.
-Tak, tego wymaga moja praca. Muszę być pod ręką a przynajmniej pod
telefonem. Teraz jest szczególnie gorący okres bo Lux choruje, biedna
mała i Lou musi się nią zajmować więc ja mam teraz więcej obowiązków.
Musiałam chodzić na kurs fryzjerski! Się chłopaki wycierpieli, ale
potrafię już u łożyć im fryzury więc jest dobrze.
Podjechaliśmy pod budynek studia. Wyciągnęliśmy z tylnego siedzenia
baczki i pokrowce z ubraniami i zaczęliśmy się wspinać w kierunku sali
prób bo tam, jak przypuszczałam byli chłopcy. Nie myli łam się za drzwi
dochodziła muzyka. Weszłam do pokoju przyciskając palec prawej ręki do
ust żeby zespół nie przestawał grać a w lewej niosłam pokrowce.
Położyłam ubrania na kanapie a na ziemi Tony położył paczki.
-Zostańmy jeszcze chwilkę, dobrze? Bardzo lubię tą piosenkę- szepnęłam do mojego chłopaka.
One Direction wykonywało teraz "I wish"
"Gdy przechodzisz obok, próbuję to powiedzieć
ale potem zamarzam i nigdy tego nie robię, Mój język staje się napięty a
słowa uwięzione." Anthony objął mnie w talii od tyłu i położył głowę na
mym ramieniu. Zaczęliśmy powoli bujać się w rytm piosenki (taaa raczej
było to tylko zwykłe kiwanie się na boki)
"Ale widzę cię z nim, tańczącą powoli,rozdziera mnie to,bo ty tego nie
zauważasz,ilekroć go całujesz,załamuję się. Tak bardzo bym chciał, abym
to był ja.On patrzy na ciebie
W sposób, w który ja mógłbym,robi wszystkie te rzeczy, które wiem, że mógłbym to robić ja.
Jeśli tylko można by cofnąć czas"
Anthony i ja nadal się bujaliśmy, aż dziwne że Niall nie zaczął się
śmiać. "Poczuj moje ręce na twojej talii,gdy tańczymy w świetle
księżyca,marzę, abym ja był tym, do którego dzwonisz późno w nocy,bo
chcesz powiedzieć czy możemy zaśpiewać inną piosenkę?! Powiedział dość
głośno Harry.
-Ale dla czego? -zapytał zdziwiony Liam.
-Ta nam wychodzi już bardzo dobrze, może poćwiczymy "Up all night"?- zaproponował Harold
- Raczej "I want" -powiedział daddy.
-I want to be love by youuuu- zaśpiewał Zayn.
-A może "More Than This"?- zapytał Lou- to jedna z twoich ulubionych - zwrócił się do Hazzy.
-I can love you more than thiiiiiiiss -zaśpiewał nasz human echo.
-Przestań!- wrzasnął Harold- czy my musimy mieć wszystkie piosenki o
miłości?- zapytał już całkiem cicho tak, że ledwo go usłyszałam.- Robię
sobie przerwę, idę na kawę chce ktoś?
Niall złożył zamówienie co najmniej na 3 osoby, więc Lokers zmuszony był
wstąpić po drodze do Nandos,a reszta chłopaków zamówiła u Harrego swoje
ulubione kawy. Pożegnałam się ze wszystkimi i wyszliśmy z Tonym.
cuuudo!!czekam na next;)
OdpowiedzUsuńOoo, no w końcu :P
OdpowiedzUsuńKurde, świetne! Zajebiste! Ranyy, Haroldzik zazdrosny? xD
Ale ci świetnie piosenka podpasowała pod rozdział :D Jeej, no nie mogę no. Strasznie fajny! :D
Zapraszam na szósty rozdział na http://life-is-one-big-game.blogspot.com/ Mam nadzieję, że ci się spodoba :)
OdpowiedzUsuń